wierszalin_topWkraczając w przestrzeń świata teatru należy mieć świadomość, iż przekracza się próg, swoistą granicę między rzeczywistością ekstrawertyczną a rzeczywistością introwertyczną[1]. Powyższe stwierdzenie prowokuje pytanie natury filozoficznej. Czym bowiem jest owa rzeczywistość? Mówiąc najprościej to realność, realizm, czyli postępowanie uwzględniające rzeczywiste warunki, możliwości i siły; pogląd teoriopoznawczy, według którego świat zewnętrzny istnieje rzeczywiście, niezależnie od poznającego go podmiotu[2]. Podjęcie próby opowiedzenia o jakimś fragmencie, wycinku otaczającej nas rzeczywistości poprzez materię teatru (z gr. theaomai[3] – przyglądam się, patrzę) to wykroczenie poza nakreślone kontury życia społecznego, to połączenie elementów zewnętrznego świata i przepuszczenie ich przez indywidualny pryzmat w celu stworzenia wymiaru rzeczywistości nie posiadającego precedensu. Obcowanie ze sztuką teatru to przedzieranie się przez wąskie szczeliny rozbitej na miliardy cząstek wielowymiarowej rzeczywistości. Pragnę w tym miejscu podkreślić niejednoznaczność i wielopiętrowość świata, którego kształt zmienia się w zależności od perspektywy patrzenia. Balansowanie między zewnętrzem i wnętrzem jest świadectwem trudnej do ogarnięcia całości. Świadomość niewyczerpanej ilości znaczeń daje poczucie nieskończoności, a wobec tego głęboko ukrytego sensu i celowości naszej człowieczej wędrówki przez kręte labirynty szeroko pojętej humanistyki. To zawsze podróż na nowy, nieodkryty ląd, to nieustanna kreacja, poszukiwanie i stwarzanie unikatowych, nie mających swej repliki wysp odosobnionych. Teatr to najbardziej efemeryczna i enigmatyczna ze sztuk, pisze Andrzej Wirth. Pisanie o teatrze jest próbą utrwalenia momentu subiektywnego w percepcji widza i w ekspresji aktora. Tekst o teatrze powstaje zawsze a posteriori; to zapis momentu, który nie poddaje się ani weryfikacji, ani falsyfikacji. Krytyk próbuje uciec od tego dylematu, odwołując się do przedustawnej harmonii własnej estetyki, która jest projektem utopijnym i postulatywnym. Zapis momentu jest fenomenologią, jego krytyka – ideologią. Jeśli opisem nie potrafimy zatrzymać chwili, „verweille doch, du bist so schon”, pozostaje marzenie o permanencji, utopia teatru jaki mógłby być[4].

 

Wierszalin. Historia sekty grzybowskiej

Miasto Wierszalin – „stolica świata”, Nowe Jeruzalem leży półtora kilometra od wsi Grzybowszczyzna. Niełatwo tu dotrzeć. Z Białegostoku PKS- em do Krynek. Dalej pieszo, około dziesięć kilometrów. Stąd już niedaleko do białoruskiej ziemi. Przyjechałam na wschód Polski, do Supraśla, by badać teatr[5]. Okazało się, że w tym przypadku badać teatr, to znaczy rozpocząć wędrówkę przez naznaczone prawosławiem wioski. Teatr jest miejscem, w którym nadal możliwe jest zaklinanie świata, wiara w gusła, wskrzeszanie proroków i oczekiwanie na cud. Teatr Wierszalin w swoich spektaklach – seansach wprowadza nas w obszar problematyki mozaiki kulturowej Białostocczyzny i pokazuje ginący obraz świata – tego prostszego, bardziej rozumiejącego istotę harmonii i porządku.

Idąc przez miasteczko Krynki rozmawiam przez chwilę ze starszą kobietą uprawiającą swój przydrożny ogródek. Pytam o drogę do Grzybowszczyzny, o świętą cerkiew wzniesioną przez proroka Ilję i o to, czy żyją we wsi jeszcze Ci, którzy pamiętają… Stoi cerkiew i kilka chałup, lecz czy mieszka tam jeszcze ktoś z kim można porozmawiać? Pytanie pozostaje bez odpowiedzi. W Krynkach stoją dwie świątynie – cerkiew i kościół katolicki. Mijam kościół, za którym na wzgórzu rozpościera się cmentarz. Dalej tylko droga. Odbijam w prawo, w stronę lasu, w stronę poszukiwanej wioski. Doświadczyć w sposób bezpośredni ginącego fragmentu świata to ponoć próba ocalenia go od zapomnienia.

Poniżej zamieszczam narysowaną przeze mnie mapę, która pomoże zainteresowanym dotrzeć do wsi Stara Grzybowszczyzna[6]:

wierszalin
rys. Adriana Świątek

Grzybowszczyzna jest niewielką wsią – liczy tylko szesnaście zagród. Ziemia tu licha, gospodarstwa nieduże, ludzie żyją ubogo. Dookoła lasy i piaszczyste pagórki. Do najbliższego przystanku PKS idzie się ze wsi kilkanaście kilometrów. We wsi dużo drzew, gałęzie przesłaniają i domy, i niebo. Spokojnie tu i zacisznie niczym w gaju oliwnym. Na ulicy kury i prosiaki szukają sobie żeru, pod płotami bawią się bose dzieci. Za wsią, w lasku, widać niedużą murowaną cerkiew – dzieło proroka Ilji[7].

Tak opisywał Grzybowszczyznę Włodzimierz Pawluczuk w ”Reportażu o końcu świata” w latach siedemdziesiątych. Wówczas żyli jeszcze Ci, którzy znali proroka Eliasza Klimowicza, który obwołany został Chrystusem w latach trzydziestych dwudziestego wieku. Zacznijmy od początku.

Diak Marczuk[8] w kronice, którą zatytułował „Nieobjasnimyj psichoz” tzn. „Niewytłumaczony obłęd” pisał:

21 października 1929 roku do wsi Ciełuszki bielskiego powiatu, białostockiego województwa, przybyły dwie kobiety ze wsi Grzybowszczyzna, sokólskiego powiatu – i zaczęły zbierać ofiary na kupno płaszczanicy[9] dla Kryńskiej cerkwi w grodzieńskim powiecie. Opowiadały one, że we wsi Grzybowszczyźnie żyje biblijny prorok Eliasz, który onego czasu wzięty był żywcem do nieba, a obecnie powrócił z nieba, by przygotować naród do wtórnego przyjścia Chrystusa; że wybudował on świątynię, prorokuje i czyni cuda. Na drugi dzień kilku mężczyzn i kilka kobiet z naszej wsi wyjechało do Grzybowszczyzny. Wróciwszy stamtąd, opowiedzieli wszystkim, że Eliasz jest świętym prorokiem. Od tego czasu sława jego zaczęła się rozpowszechniać bardzo szybko[10].

Kim był święty prorok Eliasz- Ilja? Włodzimierz Pawluczuk zanotował, że Eliasz Klimowicz był to stary, nieuczony chłop, który mieszkał w lesie. Kobyłę miał starą, wóz na drewnianych osiach. Wszyscy mieli już wozy na żelaznych osiach, a on na drewnianych. Umiał trochę czytać, ale pisać to prawie wcale. Ilja wzniósł jednak cerkiew, świątynię i lud uwierzył w siłę proroka, Chrystusa, który zstąpił na ziemię pod postacią Eliasza. Rozpoczęto budowę nowego „kościoła ziemskiego” porzucając w zapomnienie dotychczasowych świętych, którzy nie potrafili ochronić wiernych przed nadchodzącą Apokalipsą. Milczeli, gdy ich odwieczny porządek świata – nomos zatracał się w chaosie nowego porządku, który burzył uświęcony spokój i świętą pozaczasową codzienność. „Zasypianie stało się zasypianiem, wstawanie – wstawaniem. Żniwa przestały być obrzędem, praca sztuką, spożywanie chleba – religią. Wtargnął czas, kalendarz. Rok nie był już powtórzeniem mitycznego pierwszego roku – stał się określonym, odliczonym odcinkiem czasu, różnym od poprzedniego i od następnego”[11]. Postanowili zatem przywrócić odwieczne Centrum swojemu światu, wbrew nowemu, ponoć bardziej światłemu i doskonalszemu rytmowi życia. Spośród swoich wyznawców wyłonili apostołów – apostoł Bielski, apostoł Kobryński, Jan Bogosłow oraz kilka Matek Boskich. Pawluczuk odnalazł książeczkę pt. „Duchownyje piesni wtorogo priszestwija Chrystowa”[12], autorstwa apostoła Bielskiego, w której możemy przeczytać modlitwę:

Chwała najwyższemu i na ziemi pokój, w ludziach radość (trzykrotnie). Boże Duchów. I wszelkiego istnienia, Ojcze nasz, któryś jest wszędzie i wszystko czynisz mądrością i siłą Swoją. Niebo i ziemia przeminą, a Słowa Twoje nie przeminą. Tyś raczył o Panie, pobłogosławić świat ten grzeszny, posyłając Króla Niebios, Ojca naszego sławnego i chwalebnego proroka Ilję w Duchu Pana naszego Jezusa Chrystusa, Twórcy Odwiecznego Twego Królestwa od wieków obiecanego praojcom naszym, Adamowi i Ewie. Panie Niebios, Pocieszycielu sprawiedliwych, przyjm od nas składane Ci dzięki, że zataiłeś wszystko to przed mądrymi i rozumnymi tego świata, a odkryłeś wszystko to maluczkim w wierze. Chwała Ci, prowadzącemu nas ku światłu. Pokorny sługa Boży, apostoł Paweł[13].

Lud ziemi grzybowskiej zrozumiał, że jest narodem wybranym, że to właśnie on przyczyni się do odkupienia świata opętanego przez demony, których uosobieniem była niezrozumiała transformacja i modernizacja jego zdeformowanego przez Anioły Wojny oblicza. Śpiewano:

Nastąpił koniec tego wieku,
Bóg Ojciec posłał Syna Chrystusa
Przy rzece Narwi w domu Ilji
W sad Getsemani świętej rodziny[14]

W 1936 roku lud uznał, iż nadszedł czas, by dokonać wtórnego odkupienia. Latem, w porze żniw do Grzybowszczyzny przywędrowała procesja wiernych, by ukrzyżować swojego Chrystusa Pana. Nieśli na plecach krzyż, nieśli gwoździe i koronę cierniową, bo „należało go ukrzyżować od nowa, bo tamto odkupienie było zbyt dawno…”[15]. Wierzyli, że będą świadkami cudu „że świat zacznie się od nowa, od początku, znowu po bożemu będą się ludzie rodzili, żenili, umierali; orka, siew, żniwa, pieczenie chleba na nowo staną się świętymi obrzędami…”[16]. Przyszli po Eliasza natchnieni słowem oczekiwanego Boga. Śpiewali:

Kajajcie się, ludzie, kajajcie
Rozejrzyjcie się dookoła siebie.
Westchnijcie sercem ku Bogu,
Nastał czas ostateczny.
Gdzie tylko spojrzysz na ziemię,
Sama nienawiść, rozboje
W nienawiści giną narody,
Nastał czas ostateczny[17]

Jednak Eliasz Klimowicz przerażony koniecznością wypełnienia swego posłannictwa uciekł przed tymi, którzy zawierzyli jego świętości. Ponoć schował się prorok w jamie ziemniaczanej, gdzie spędził trzy dni, by zmartwychwstać w tajemnicy przed tymi, którzy tak czekali na jego objawienie. Wierni odeszli. Odszedł na zawsze Ilja. Pozostał pusty krzyż i świat chłopski, który także z roku na rok stawał się coraz bardziej sprofanowany.

W Grzybowszczyźnie z szesnastu zagród, które opisywał Pawluczuk dziś pozostało kilka opuszczonych chałup. Nie żyją już Ci, którzy nosili głęboko w sobie potrzebę świętości. Przetrwało mgliste wspomnienie, które czeka na odnowienie. Potrzebne wydaje się ponowne przeżycie, doświadczenie obrzędu, które sprawi, że człowiek ponownie rozbudzi w sobie marzenie o sacrum, być może poza kościołem i poza głosem nowych proroków…

 

Reportaż o końcu świata, czyli historia spisana przez Włodzimierza Pawluczuka wskrzeszona podczas obrzędu zainicjowanego przez Piotra Tomaszuka

Teatr Towarzystwo Wierszalin powstał na początku lat dziewięćdziesiątych, w przestrzeni zawieszonej „pomiędzy” Wschodem i Zachodem, między kulturą białoruską i polską, między prawosławiem i katolicyzmem. Na swoją siedzibę grupa wybrała Supraśl, miasteczko nieopodal Białegostoku, gdzie brzmienie dzwonu cerkiewnego współbrzmi z brzmieniem dzwonu katolickiego. W tym obszarze pogranicza kultur grupa ludzi poprzez materię teatru w spektaklach – seansach buduje obrzęd, ceremonię, by poprzez śpiewy cerkiewne i ludowe zawodzenia w ofiarowanym zgromadzonym bezczasie – na moment przywrócić rytm życia, który przybliża człowieka do transcendencji. Teatr Wierszalin czerpiąc z kultury ludowej eksplorowanego obszaru rekonstruuje i utrwala skazaną na zapomnienie i wyparcie tradycję. Widowisko[18] często stanowi „warunek przetrwania” tradycji jako takiej[19]. Staje się to możliwe wówczas, gdy widowisko teatralne zakłada element współuczestnictwa, gdy widz traci status obserwatora świata przedstawionego i staje się uczestnikiem. Nie da się w sposób obiektywny stwierdzić, w którym miejscu kończy się teatr i zaczyna obrzęd. Nie każdy widz bowiem otwarty jest na „akt przekroczenia”, na bezpośrednie doświadczenie, które prowadzi do rozpoznania. Piotr Tomaszuk, kilkanaście lat po powstaniu grupy Wierszalin, w 2007 roku odważył się na odtworzenie legendy wierszalińskiej sekty, by obnażyć skomplikowany mechanizm powstawania wiary w wymiar przekraczający możliwości ludzkiego poznania. Człowiek jest istotą duchową i wcześniej czy później uchwyci stopy Pana Boga i podejmie próbę sprowadzenia go na ziemię.

Towarzystwo Wierszalin buduje w swoich spektaklach jakby „żywy skansen”, który możemy zwiedzać albo w którym możemy przez chwilę zamieszkać, by uchwycić swój kawałek nieba.

Bezcelowe wydaje się streszczanie treści przedstawienia. Historię sekty grzybowskiej opowiedziałam powyżej. Ważne, by nakreślić kilka obrazów, by pokazać w jaki sposób teatr czyni ze swej sceny „ubogi pokoik wyobraźni”[20], w którym przywoływane są zapomniane klisze pamięci. Szaro- czarno – biednie ubrani aktorzy mają pobielone twarze, usta podkreślone czarną szminką. Ich nie ma, są wspomnieniem, kliszą pamięci[21], pisał Jacek Sieradzki. Drewniana scena, płot drewniany, okno drewniane i twarze jakby zastygłe w grymasie. To pielgrzymi, członkowie sekty z miasteczka, do którego „idzie się ciemnym lasem, wąziutką dróżką. Dróżka rozwidla się w kilku miejscach, więc łatwo się zgubić w wierszalińskich lasach. Ratują wówczas dzwony Pawła Tołoszyna. Kołysane wiatrem, dzwonią przy najlżejszym podmuchu…”[22]. Krąży wokół sceny grzybowska procesja – niosą krzyże cerkiewne, które dziś możemy odnaleźć na podlaskich cmentarzach, śpiewają, modlą się, adorują święte obrazki. „ W jednej ze scen obsiadają stół jak wrony jarzębinę, zaczynają trząść się i kołysać, opowiadając, że furą do Krynek jechali. Bez przerwy żegnają się znakiem krzyża, klęczą zatopieni w modlitwie, biją pokłony, patrzą w niebo…”[23]. Rozgrywający się na scenie „święty obłęd” to obraz człowieka, który stale balansuje między świętością a jej zaprzeczeniem. Co z tego, że kilka grzybowskich Matek Boskich uwierzyło, że pocznie Syna Bożego, bynajmniej nie poprzez tchnienie Ducha Świętego, lecz zwyczajnie, po ludzku, na drewnianej ławie w ekstatycznym uniesieniu. Herezja? Przypowieść o jakimś fałszywym sacrum? Niekoniecznie. To zmieszanie dwóch antagonistycznych porządków: sacrum i profanum. Po co? Dlaczego? Może po to, by odnaleźć jakąś szczerą prawdę, indywidualną, lokalną? Przedstawienie Tomaszuka, choć z jednej strony ukazuje gromadę wierszalińską w krzywym zwierciadle, to równocześnie nieodparte pozostawia wrażenie, że wiara ludu niekoniecznie stanowi wykoślawienie religii, lecz po prostu głęboką potrzebę bezpośredniego doświadczenia Boga. Próba odtworzenia „współczesnego mitu” na scenie to propozycja podjęcia próby jego zrozumienia. W finale przedstawienia bohaterowie znikają przy dźwiękach sowieckiej muzyki za drewnianą „bramą raju”- widoczny jest koślawy napis cyrylicą „Bramy raju”. Gdzie jednak jest Raj i jak wygląda Bóg? Na to pytanie musimy odpowiedzieć sami. Uczestnictwo w widowisku Teatru Wierszlin jest dobrą okazją do tego, by zastanowić się nad znaczeniem pojęć, których zakres wydaje się być nieskończony.

 

Epilog

Ludzie teatru to egzystencjalni pielgrzymi, wędrowcy przyglądający się ze zdziwieniem światu. Z lupą przy szeroko rozwartych źrenicach poszukują bycia w bytach, jakby to powiedział Heidegger. Rzeczywistość nie jest tworem statycznym i każdego dnia ulega przeobrażeniu. Minuta po minucie, godzina po godzinie, rok po roku świat zmienia swój kształt. Nadal jednak egzystuje w nim człowiek – homo jako animal rationale, który pomimo odmiennej formy porusza się wciąż w tej samej materii. Od Antyku po Postmodernizm stawiany jest On wobec fundamentalnych pytań o byt, przeznaczenie, poszukuje transcendencji w coraz mocniej jednak i dogłębniej zmaterializowanym świecie. Zaryzykowałabym stwierdzenie, iż cała człowiecza egzystencja (od pradziejów do chwili obecnej) toczy się po linii okręgu. Heidegger ujmuje to zagadnienie w inną metaforę, którą warto tu przytoczyć. W dziele o charakterze kontemplacyjnym zatytułowanym „Rozważania na polnej drodze” porusza problem zakorzenienia, naszego jednostkowego istnienia tu, w tym świecie – Jestem sobą samym i niczym więcej[24]. Mówi o czytaniu wszystkiego poprzez doświadczenie, o lesie, polnej drodze (jego metafora na zakorzenienie). Polna droga za furtką domowego ogródka. Stoi na niej krzyż polny, przed nim skręcamy do lasu. Nie my tworzymy tę drogę. Ta droga jest od nas mądrzejsza. Ta droga mówi. Drogi są zarośnięte. Zadaniem człowieka jest wniknąć w tę drogę. Jako człowiek jestem w czymś i muszę to rozpoznać. Muszę rozpoznać zawarte w drodze ukryte sensy, rozszyfrować, co ta polna droga do mnie mówi. Na drodze pozostawione zostały ślady. Podążam po tych śladach, a zatem powracam do wytyczonych na okręgu punktów. Trzeba być uważnym wędrowcem. Chodzi o to, by znaleźć się na drodze – poprzez doświadczenie, w momentach prześwitów prawdy. Trzeba się na tę prawdę otworzyć, uchwycić ją w momencie objawienia. Deptanie po znikających śladach to indywidualna podróż, wyprawa, która pozwala nam zrozumieć teraźniejszość. Teatr może stać się spichlerzem przechowującym obrazy skazanej na zapomnienie kultury ludowej. Łączy się w tym miejscu nauka o teatrze z dyskursem antropologicznym. Aby włączyć się w obrzęd, który dokonuje się podczas widowiska teatralnego trzeba na moment przekroczyć strefę czasu i historii i stać się jednym z Nich – tych, którzy byli uczestnikami danego czasu i kultury. Oznacza to, że należy przejść polną drogą, którą Oni chodzili,
uklęknąć przed krzyżem, przed którym Oni klęczeli, zastukać w okno chałupy, przez które Oni zaglądali… Dlatego prezentuję poniżej owoc mojej podróży do Nowego Jeruzalem we wschodniej Polsce – kilka wybranych zdjęć z reportażu fotograficznego zrealizowanego w kwietniu 2010 roku, które próbują ukazać specyfikę miejsca, w którym dawno, dawno temu lud podjął próbę uchwycenia stóp Pana Boga…

wierszalin1

wierszalin1

wierszalin3

wierszalin4

fot. Adriana Świątek

 


  1. Poprzez rzeczywistość ekstrawertyczną i rzeczywistość introwertyczną rozumiem dwa obszary egzystencji człowieka: świat zewnętrzny, czyli wszystko to, co otacza homo sapiens jako animal sociale oraz jego świat wewnętrzny, czyli poszczególne stopnie rozwoju duchowego i intelektualnego homo sapiens jako animal rationale.
  2. W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, PW „Wiedza Powszechna”, Warszawa 1978.
  3. Etymologia słowa „teatr”, za Andrzejem Wirthem – łacińskie teatrum z greckiego theatron, utworzonego od czasownika theasthai, czyli „przyglądać się”, „patrzeć”, przypomina nam o tym, że istotą teatru jest akt widzenia. Greckie thea jest bliskie słowu trauma, które oznacza „cud”.
  4. A. Wirth, Teatr jaki mógłby być, Księgarnia Akademicka, Kraków 2002.
  5. Teatr. Towarzystwo Wierszalin powstał w 1990 roku, założony przez Piotra Tomaszuka i Tadeusza Słobodzianka.
  6. Z Krynek prowadzi droga do Grzybowszczyzny i do Starej Grzybowszczyzny. Dlatego zamieszczam mapę.Łatwo bowiem obrać błędny kierunek.
  7. W. Pawluczuk, Wierszalin. Reportaż o końcu świata, Teatr Wierszalin w Supraślu, Supraśl 2008, s. 58.
  8. Jeden ze świadków opisywanych wydarzeń.
  9. Rytualna tkanina przedstawiająca złożone do grobu ciało Chrystusa, używana podczas obrzędów wielkanocnych.
  10. W. Pawluczuk, op. cit., s. 36.
  11. Ibidem, s. 55.
  12. Książeczka wydrukowana została w 1935 roku w drukarni Żyda Miszondzika. Zawiera 68 stron –35 pieśni religijnych oraz kilka modlitw.
  13. W. Pawluczuk, op. cit., s. 49.
  14. Ibidem, s. 50.
  15. Ibidem, s. 53.
  16. Ibidem, s. 56.
  17. Pieśń pochodzi ze zbioru pieśni religijnych Iwanczuka ze wsi Malenik.
  18. W tym szkicu zawężam rozumienie widowiska – omawiam widowisko teatralne, które oczywiście wpisuje sięw zakres szerszego rozumienia widowiska kulturowego.
  19. J.J. MacAloon, Rytuał, dramat, święto, spektakl. Wstęp do teorii widowiska kulturowego, red. J.J. MacAloon,przekł. K. Przyłuska- Urbanowicz, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2009, s. 24.
  20. Określenie Tadeusza Kantora.
  21. J. Sieradzki, Kantor w teatrze Tomaszuka, czyli ostatnia linka ciągłości, „Dialog” nr 1/2008.
  22. W. Pawluczuk, op. cit., s. 91.
  23. Ł. Drewniak, Niebo ze snu, „Przekrój” nr 26/28.06/2007.
  24. M. Heidegger, Rozmowy na polnej drodze, Wydawnictwo KR, Warszawa 2004, s.97.

Bibliografia:

Ł. Drewniak, Niebo ze snu, „Przekrój” 2007, nr 26/28.06.

M. Heidegger, Rozmowy na polnej drodze, tłum. J. Mizera. Warszawa 2004.

W. Pawluczuk, Wierszalin. Reportaż o końcu świata, Supraśl 2008.

Rytuał, dramat, święto, spektakl. Wstęp do teorii widowiska kulturowego, pod red. J.J. MacAloon, tłum. K. Przyłuska – Urbanowicz,Warszawa 2009.

J. Sieradzki, Kantor w teatrze Tomaszuka, czyli ostatnia linka ciągłości, „Dialog” 2008, nr 1.

Grafika: Adriana Świątek, archiwum prywatne.

Adriana Świątek - doktorantka kulturoznawstwa na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego. Związana z Zakładem Teatru i Dramatu. Publikowała m. in. w „Opcjach”.