powitanieNigel Barley w swojej książce Niewinny antropolog zwrócił uwagę na bardzo ciekawą kwestię dotyczącą specjalistów od badań terenowych oraz dzieł, które w wyniku tych badań powstają. Czytając jakąkolwiek antropologiczną pozycję możemy odnieść wrażenie, że nie ma nic lepszego i bardziej fascynującego od badań terenowych. Doświadczenia badaczy zostają ubrane, jak to określa Barley: w „poświatę romantycznej przygody”, z pamięci wyparowują wszelkie uciążliwości, niewygody i męczarnie, których doświadczyło się w terenie, a często nawet zanim się pojawiło na „obcej ziemi”. Godziny bezczynnego i bezowocnego czekania, wielokrotne pisanie tych samych podań i wniosków, biurokracja w kulturach o innym kontekście, która przyprawia człowieka nieomal o szaleństwo, sprytni i chciwi informatorzy zdolni ogołocić niewinnego antropologa doszczętnie. Te wszystkie problemy są w pełen dystansu i humoru sposób opisane przez Barleya w Niewinnym antropologu.[1] Wielkim nadużyciem z mojej strony byłoby nazywać siebie antropologiem, tym bardziej, że ilość moich kart materiałowych nie przekroczyła jeszcze tysiąca. Jeszcze większym byłoby porównywanie moich skromnych doświadczeń zdobytych na polskiej (ściślej śląskiej) wsi, z doświadczeniami antropologów jeżdżących po całym świecie, którzy nawiązywali kontakty z ludźmi należącymi do zupełnie innego kontekstu kulturowego, posługującymi się całkowicie obcym językiem oraz gotowymi zabijać, obrażać się a w najlepszym wypadku obśmiewać biednego badacza za każde kulturowe faux pas. Muszę jednak stwierdzić, że i na własnym podwórku informatorzy mogą młodemu badaczowi dopiec.

Podjęłam założenie pełnego opisu zjawiska witania się w kulturze śląskiej. Badania przeprowadzone były w dwóch środowiskach – miejskim i wiejskim. Pełna entuzjazmu i przekonana, że nie ma nic bardziej interesującego od problematyki powitań i wymiany uprzejmości szybko zostałam sprowadzona na ziemię. O ile w mieście pozyskanie informatorów nie stanowiło większego problemu – mimo tego, że nie podzielali całkowicie mojej fascynacji powitaniami, byli chętni do rozmowy. Wieś, a raczej jej nieskorzy do współpracy mieszkańcy, okazali się dużo większym problemem. Początkowo celem badań miała być wieś Wieszowa, jednak komunikacja z jej mieszkańcami przypominała momentami nieudane próby porozumienia się z Dowayami, Triobriandczykami, Bororo, czy innym równie egzotycznym ludem. Nieliczni, którzy zgodzili się na rozmowę przepadali nagle bez wieści (przeważnie w momencie, kiedy dowiadywali się, że wywiad może trwać dłużej niż piętnaście minut). Inni w ogóle nie rozumieli dlaczego nie można tego załatwić za pomocą „naszej-klasy”, w ostateczności maila. Do ostatecznej rozpaczy doprowadziła mnie sytuacja, w której Informator, nie przyszedł na umówione wcześniej spotkanie, bo zapomniał. Frustracja. Jednak i frustracja może być twórcza. Postawiłam wszystko na jedną karę, spakowałam rzeczy i pojechałam na weekend do wsi Leśna. Mając świadomość, że niepisana zasada, maksymalnie jednego wywiadu w jeden dzień została w takiej sytuacji pogrzebana, przeprowadziłam najbardziej intensywne, ale również najciekawsze ze wszystkich swoich dotychczasowych badań. Okazało się, że ludzie mogą być nie tylko komunikatywni, ale także gościnni i uprzejmi, w dodatku mogą również podzielać moją fascynację problematyką powitań. W pierwszym domu, do którego trafiłam dostałam zupę, a Informatorka z taką pasją odpowiadała na moje pytania, że w efekcie zapomniała o obieraniu ziemniaków, które miała wcześniej zaplanowane. Ona również pozyskała dla mnie kolejnych rozmówców. Po badaniach Informatorzy, zaprosili mnie do miejscowego baru, gdzie kontynuowali rozmowę na temat powitań, która momentami graniczyła z kłótnią. Nie ma chyba lepszego przeżycia dla badacza, niż zainteresowanie Informatorów swoim tematem i nieskromnie mówiąc, zainspirowanie ożywionej i pełnej emocji dyskusji wokół tego tematu. Tyle tytułem „wspomnień z terenu”.

Na całym świecie nie ma chyba miejsca, które zamieszkiwaliby ludzie nie posiadający zwyczaju witania się ze sobą. Różne są zarówno języki, jak i słowa oraz gesty, ale wszystko wyraża jedną intencję: „widzę cię, wyodrębniam cię z tła”. Powitania stanowią pewien konstrukt, w którym przejawiają się obyczaje danej kultury, rządzą nimi ściśle określone reguły, które są znane i przestrzegane przez wszystkich członków danej grupy. Formuły powitalne oraz reguły z nimi związane są dla ludzi, żyjących w społeczności tak oczywiste i tak zakorzenione w codziennym życiu, że należą do sfery nieświadomości kulturowej. Często są wypowiadane mechanicznie i jedynie odstępstwa od ustalonego porządku są w stanie zwrócić naszą uwagę. Wzory powitań przekazywane są przez grupę każdemu, od momentu jego narodzin. Bardziej lub mniej skomplikowane, są ważnym elementem życia społecznego. Ich nieznajomość może prowadzić do wielu nieporozumień i nieprzyjemnych sytuacji, ponieważ nieumiejętność zapoczątkowania kontaktu sprawia, że zostajemy uznani za niekulturalnych, a w najgorszym wypadku uniemożliwia dalsze relacje. Aby lepiej zobrazować i uchwycić kategorię zwyczaju (obyczaju), jakim również jest powitanie, proponuję odwołać się do pojęcia „grupy etnicznej”, stworzonego przez Józefa Obrębskiego. Zakłada ono, że wszystkie społecznie ważne wzory kulturalne danej jednostki dostosowane są, do warunków jakie panują w obrębie tej grupy. W związku z czym, wszystkie podejmowane przez nią działania natrafiają na ten sam oddźwięk. Reakcje środowiska są zrozumiałe i przewidywalne, wszyscy biorą udział w tej samej „grze stereotypowych zwrotów i konwencjonalnych formuł”[2]. Mamy do czynienia z pewnym kodem, w którym elementy związane z powitaniami, mają swoje znaczenia, które wymagają rozszyfrowania. Człowiek jest w końcu, powtarzając za Maksem Weberem, „zwierzęciem zawieszonym w sieciach znaczeń, które sam utkał”, zadaniem badacza jest te znaczenia odnaleźć i skrupulatnie opisać.

Edward T. Hall określa kulturę jako „zbiór sytuacyjnych modeli zachowań i sposobów myślenia”[3]. Sposób witania się jest właśnie takim sytuacyjnym modelem zachowań, jest ściśle kontekstualny i stanowi o charakterze danej kultury. W obrębie kultury europejskiej sposoby witania tylko nieznacznie różnią się między sobą, w porównaniu na przykład form stosowanych w plemieniu Dowayów, o którym pisze Barley[4], w każdym jednak przypadku rządzi nimi pewna konwencja, która stanowiąc swego rodzaju bazę, pozostawia również trochę miejsca dla innych treści, które mogą być przez powitanie przekazane. Powitania składają się z elementów należących do dwóch różnych sfer: werbalnej i niewerbalnej. Razem stanowią pewną całość, chociaż mogą być równie dobrze stosowane osobno, chociaż wtedy powitanie jest odbierane jako ograniczone, najczęściej wynika to z niesprzyjających okoliczności zewnętrznych. Powitanie realizuje się między ludźmi, których łączą pewne relacje. Ma charakter znakowy, ponieważ poprzez gesty, mimikę, spojrzenie, a nawet postawę ciała przekazuje się drugiej osobie pewne informacje. Informacje te mogą dotyczyć nastawienia, nastroju czy wzajemnych stosunków ludzi witających się.

Wyniki przeprowadzonych badań pozwalają na wyodrębnienie podstawowej pary opozycji, do której można sprowadzić większość jednostkowych działań w obrębie powitań. Jest to oczywiście podział modelowy, teoretyczny, mający pomóc w opisie pewnych zjawisk. W praktyce społecznej i kulturowej opozycje te nie są tak jednoznaczne, stworzone przeze mnie rozróżnienie wiąże się z innymi możliwymi do wyodrębnienia opozycjami, zazębiają się ze sobą, tworząc razem jedno, niezwykle skomplikowane zjawisko witania się.

Podstawową wyodrębnioną opozycją, której poświęcony jest ten artykuł jest klasyczny podział „swój-obcy”. Od tego czy znamy i w jakim stopniu znamy daną osobę uzależniona jest forma jaką przybierze kierowane w jej stronę powitanie. Powitania stosowane względem „swoich”: znajomych, których lubimy, rodziny oraz innych bliskich nam ludzi odznaczają się czymś, co Hall nazywa wysokim kontekstem. Wiąże się on z wiedzą o tych ludziach, znajomością ich historii, poczuciem bliskości: „(…) albo na przykład ktoś z moich znajomych powiedzmy miał jakąś wpadkę, to zawsze przy powitaniu się to jakoś… nie złośliwie, ale się to wyciąga, na zasadzie, no, żartu.” [APMM: 299/F/18]. Kod używany podczas powitań z bliskimi jest często „specjalistyczny”, czyli charakterystyczny dla konkretnych witających się ze sobą osób. Duża ilość przekazywanych w takim powitaniu informacji zostaje przeniesiona na fizyczny kontekst, np. postawa, gesty, zachowania zarezerwowane tylko dla bliskich i znajomych, jak przytulenie czy pocałunek: „Naczy się zawsze jest przytulenie i pocałunek, co najmniej w policzek, także…i to tylko dla bliskich.”[APMM: 355/G/13]. Przy powitaniach tego typu używa się rozbudowanych zwrotów. Słowa „cześć” poszerzone są na przykład o formę adresatywną mogącą zawierać imię adresata, jego przezwisko bądź nawet jakąś formę pieszczotliwą, np. „cześć Kochanie!”[5]; „(…)na przykład bliska nam osoba, nasz chłopak, dziewczyna zwraca się do nas w jakiś sposób, jak załóżmy „Kochanie”(…)albo przezwisko, albo po nazwisku….” [APMM: 228/E/17]. Wysokokontekstowy kod powitań uzależniony jest właściwie tylko od naszej wyobraźni i kreatywności w tworzeniu nowych form, które potem stają się naszymi własnymi i są rozpoznawane przez grono bliskich nam osób. Pytania grzecznościowe pojawiające się w obrębie tego typu powitań nie są jedynie szablonowym powtarzaniem zakorzenionych w kulturze stałych pytań. Zakładają autentyczną chęć poznania jak największej ilości szczegółów oraz zaangażowanie w sprawy bliźniego, charakteryzują się także większą ilością czasu poświęcanego na tego typu rozmowy.

W sferze niewerbalnej komunikujemy przede wszystkim nasz stosunek do danej osoby (nie zawsze musi on być przyjazny), uśmiech, otwarta postawa czy gotowość do różnego rodzaju intymnych gestów, jak przytulenie i pocałunek określa daną osobę jako „swoją”. Powitanie jest jednak do tego stopnia skostniałym i uregulowanym kulturowo zwyczajem, że wymagane są powitania również w sytuacjach, w których kompletnie nie mamy na to ochoty oraz z ludźmi, których nie lubimy: „No w moim wypadku chyba, że kogoś nie lubię, to po prostu witam się, bo tak należy, ale ten ktoś od razu odczuje, że go nie lubię…(…) na pewno się nie uśmiechnę do takiej osoby i po prostu to „dzień dobry” też będzie powiedziane w taki sposób, że ta osoba to odczuje, bo ja nie lubię udawać.” [APMM: 347/G/5]. Z tej informacji wynikają dwie bardzo ważne kwestie, po pierwsze: witać się wypada, jeśli się kogoś zna. Przy samym określeniu obowiązku witania się, nie są brane pod uwagę uwarunkowania osobiste, takie jak sympatia lub jej brak. Po drugie: można sobie zrekompensować ów przykry obowiązek witania się z nielubianymi osobami, przez niewerbalne okazanie jej naszej niechęci. W takich przypadkach następuje pewne zderzenie, a raczej niedopasowanie przekazu werbalnego i niewerbalnego. Sygnały przekazywane pozawerbalnie mają charakter negatywny, odbiorca odczytuje w nich niechęć, co zupełnie nie zgadza się ze słowami, które wyrażają jak najbardziej pozytywne życzenie np. „dzień dobry”. Obowiązek witania się z osobami, do których nie pałamy sympatią bywa również obchodzony w inny sposób, poprzez unikanie spotkań i udawanie, że się danej osoby nie widzi: „(…)za przeproszeniem, jak kogoś nie lubię, albo jak ktoś mi zlazł za skórę, to nie doprowadzam do sytuacji, żebym w ogóle musiała się witać z taką osobą.” [APMM: 312/F/31]. W sferze niewerbalnej ważnym gestem świadczącym o wrogim stosunku jest nie podanie lub nie przyjęcie dłoni. „Komuś, kogo na przykład nie lubimy, nie mamy ochoty mu podać dłoni, więc tak bardzo, tak oficjalnie na odległość przywitamy się z tą osobą i po prostu nie podamy mu dłoni…” [APMM: 243/E/32] – ponieważ podanie dłoni, to kontakt fizyczny, pewna bliskość, stykanie się ciała z ciałem, związane jest z szacunkiem, dotknięciem czyjejś dłoni, poczuje się drugą osobę, bliskość, dłoń w dłoni, jej ciało.” [APMM: 177/D/35], rozumiemy więc, czemu unika się tego typu kontaktów z nielubianymi ludźmi.

Powitania z nieznajomymi mają zupełnie inną formę. Zaliczyłabym je do zachowań cechujących się niskim kontekstem. Są ściśle określone przez pewne reguły, zaprogramowane, podlegają zewnętrznej oraz wewnętrznej kontroli. Sytuacje witania się z nieznajomymi odznaczają się ogromną różnorodnością. Nieznajomi są bardzo zróżnicowaną grupą, należą do różnych grup społecznych, spotykamy się z nimi w różnych sytuacjach i to właśnie te czynniki mają decydujący wpływ na kształt, jaki przyjmuje powitanie. Są to zarówno osoby, z którymi powitanie stanowi jedyny kontakt i znajomość nie jest już w żaden sposób kontynuowana, jak również osoby, z którymi powitanie stanowi dopiero początek kontaktu, który z czasem może ich przeobrazić w „swoich”. Powitanie z nieznajomym jest najczęściej całkowicie neutralne, nie zawiera głębszych przekazów, nie jest w żaden sposób zaangażowane i jest wyłącznie związane z zasadami grzeczności i dobrego wychowania obowiązującymi w naszej kulturze, „Z nieznajomym się także witam. Nie wiem jak, jaki ma stosunek do mnie, ale to tylko jest grzecznościowe.” [APMM: 494/I/3]. Jego funkcja ogranicza się tu tylko do pokazania siebie jako osoby kulturalnej, a w wypadku na przykład wizyty w sklepie czy urzędzie rozpoczyna kontakt, związany już jednak później całkowicie z jakimś naszym konkretnym interesem; „Na przykład, jak idę do lekarza i lekarz wita się ze mną, (…) no to wtedy wiadomo, że to tak na odległość – „dzień dobry – dzień dobry” i to wszystko, nie?” [APMM: 357/G/15].

Sytuacje powitalnego kontaktu z nieznajomymi mogą być również źródłem pewnego przekazu. Może być to zarówno kod nacechowany pozytywnie, mający na celu jak najlepszą prezentację własnej osoby przed nowo poznanym człowiekiem, ale może to być również komunikat o zdecydowanie negatywnym wydźwięku. Nieprzyjazny stosunek do nieznajomych może być efektem panujących w danej grupie stereotypów społecznych czy etnicznych lub negatywnego wrażenia jakie zrobił na nas nieznajomy, na przykład przez sposób, w jaki się przywitał.

W obrębie podziału na swoich i obcych możemy wyróżnić także powitania oficjalne i nieoficjalne. Te drugie wiążą się nieodłącznie z powitaniami wymienianymi w obrębie grupy „swoich”, właściwie cały mechanizm witania nieoficjalnego został opisany wyżej, gdy mówiliśmy o kodach właściwych konkretnym osobom, wysokim kontekście powitań oraz zaangażowanej, ale swobodnej wymianie informacji. Powitania oficjalne natomiast stanowią najbardziej sztywną i uregulowana kulturowo grupę powitań. Również wpisują się w niski kontekst komunikacyjny – większość informacji przekazywana jest w bezpośrednim kodzie a zachowania i formuły są łatwo przewidywalne i wymagają konkretnie określonych reakcji. Reguły dotyczące tego typu powitań możemy znaleźć w książkach dotyczących dobrych manier, tak zwanego savoir vivre’u, obecnie również w Internecie. Informatorzy podkreślają, że najwięcej na temat reguł uczymy się we własnych domach od rodziców i starszych, co jest podstawowym sposobem przekazywania wzorów kulturowych w społeczeństwie, „Z domu kulturę się wynosi(…)” [APMM: 162/D/20]. Nie można powiedzieć, że skoro powitania nieoficjalne dotyczą „swoich”, to powitania oficjalne będą dotyczyły „obcych”, ich mechanizm jest dużo bardziej skomplikowany. Często wiążą się z powitaniami z nieznajomymi, ale stosowane są także wobec osób, które znamy, jednak nasze stosunki mają charakter oficjalny. Również pytania grzecznościowe są tu wykorzystywane, jak sama nazwa wskazuje, tylko grzecznościowo i odpowiedzi jakie zostaną na nie udzielone, nie interesują nas najczęściej wcale. Takie powitania są ściśle kontekstualne, a zasady, które je regulują starają się przewidzieć wszystkie możliwe sytuacje i konfiguracje, co oczywiście nie jest do końca możliwe, bo rzeczywistość dostarcza nam niemal nieskończonej ilości różnych sytuacji międzyludzkich. Dodatkowo w większości wypadków ludzie nie śledzą podręczników savoir vivre’u z taką uwagą, żeby w każdej sytuacji wiedzieć z całą pewnością jak powinni się zachować. Stąd powitania oficjalne są dość trudne i często bywają źródłem sporych stresów. Nierzadkie są sytuacje, w których należałoby zastosować kilka, wzajemnie się wykluczających zasad regulujących powitanie. Dlatego reguły oficjalnych powitań są ściśle sprzężone z sytuacją, miejscem i wszelkimi okolicznościami w jakich powitanie ma miejsce. Żeby lepiej zobrazować ten mechanizm rozłożę oficjalne powitanie, które zawsze powinno być pełne, na mniejsze i łatwiejsze do opisu jednostki.

Podaniem dłoni rządzi przede wszystkim od starożytności ceniona reguła umiaru, z którą, jak dowiedziałam się od Informatorów, bardzo wielu ludzi ma problem. Chodzi mianowicie o siłę, z jaką podajemy dłoń, najbardziej denerwuje Informatorów, gdy ktoś podaje im dłoń bezwładnie lub gdy ją nadmiernie ściska. Drugą ważną kwestią jest znajomość zasad określających kto komu pierwszy podaje dłoń. Na tym przykładzie widać, że język zachowań odzwierciedla klasę społeczną, wiek oraz płeć, ponieważ podstawowa zasada, konstytuującą wszystkie inne, mówi o tym, że osoba „ważniejsza” pierwsza podaje dłoń osobie „mniej ważnej”. Cóż to oznacza? Otóż, podanie dłoni traktowane jest w kulturze polskiej jako przywilej wyrażenia, bądź nie wyrażenia chęci podania komuś ręki. Osoba kontekstualnie mniej ważna może przyjąć łaskę w postaci dłoni osoby kontekstualnie ważniejszej, bądź przełknąć zniewagę wynikającą z braku chęci podania owej dłoni. Użyłam słowa kontekstualnie, ponieważ często tylko sytuacja, w której dochodzi do powitania jest wyznacznikiem mniejszej lub większej ważności danej osoby. Dodatkowo każdy z nas w różnych życiowych sytuacjach raz występuje w roli osoby ważniejszej, innym razem natomiast musi pogodzić się z tym, że jest mniej ważny. Pewną bazę stanowi tu zbiór prostych zasad podawania dłoni: kobieta-mężczyźnie, pracodawca-pracownikowi, starszy-młodszemu, duchowny-osobie świeckiej, nauczyciel-uczniowi itd. W sytuacjach bardziej skomplikowanych, gdy na przykład kobieta jest podwładną mężczyzny albo, gdy osoba starsza jest podwładną osoby młodszej reguły interpretujemy w oparciu o konkretną sytuację, czyli np. w zakładzie pracy kobieta jest osobą mniej ważną, podobnie jak osoba starsza wobec młodszego szefa.

Ciekawym zjawiskiem jest typowo polski zwyczaj całowania kobiet w dłoń. Okazuje się być obyczajem dość kontrowersyjnym, mogącym powodować nawet wyśmianie osoby stosującej go lub zawstydzenie bądź złość. Literatura specjalistyczna zajmuje w tej kwestii bezpieczne stanowisko „nie ma obowiązku”[6]. Dla kobiet pocałowanie w rękę może być zarówno przyjemne i nobilitujące, jak i kłopotliwe, czy po prostu śmieszne, gdy jakiś mężczyzna ze wszystkich sił stara się uchodzić za gentlemana: „Byliśmy na polowaniu, prawda? Wszyscy ubrani, tam, jakoś…wiadomo. No i wszyscy stoimy, prawda? No i tam oczywiście ja jedna kobieta, bo tam sami mężczyźni, nie? (…) no i nie wydaje mi się żeby to była odpowiednia sytuacja, ani moment, żeby mnie chopy zaczęły po rękach całować, bo to by było śmieszne.” [APMM: 389/G/47].

Obyczajowe regulacje dotyczące ukłonu są odwrotnością tych dotyczących podawania dłoni. Pierwsza powinna kłaniać się osoba kontekstualnie niższa. Samo określenie „kłaniać się” jest pewnego rodzaju wyznacznikiem podległości kłaniającego się wobec tego, kto się tylko odkłania. Zgodnie z tym rozróżnieniem pierwsi kłaniają się mężczyźni kobietom, młodsi starszym, pracownicy pracodawcy, osoby świeckie duchownym oraz osoby wchodzące do pomieszczenia osobom już się w nim znajdującym. U mężczyzn dużą rolę podczas ukłonu odgrywa również nakrycie głowy, które powinno być zdjęte lub przynajmniej uchylone podczas ukłonu. Spotkałam się z ciekawą teorią, że gest ten ma początek w średniowieczu i pochodzi od uchylania przyłbicy przez rycerzy, w celu okazania swojej twarzy i zakomunikowania pokojowego nastawienia.

Kobiety jako istoty postrzegane w kulturze polskiej (i nie tylko), jako słabsze i głupsze są w ramach zadośćuczynienia bardziej uprzywilejowane przez obyczaje. Nie muszą zdejmować ani uchylać nakrycia głowy, to im się kłaniają mężczyźni, mają do swojej dyspozycji całą gamę powitalnych uśmiechów dobieranych zgodnie z informacją, którą pragną przekazać podczas powitania, dodatkowo zezwala się im na okazywanie emocji w znacznie większym stopniu niż mężczyznom. Okazywanie emocji w obrębie zwyczajów powitalnych jest oczywiście związane tylko z powitaniami w obrębie „swoich”. Jako dodatkowy czynnik potęgujący owe emocje działa tu czas, który minął od ostatniego kontaktu. Często obserwujemy przyjaciółki, które rzucają się sobie na szyję, wycałowują się wzajemnie, czy nawet skaczą złączone w uścisku, nie ma w tym nic dziwnego. Kobiety nie muszą kontrolować swoich powitalnych (i nie tylko) zachowań w tym stopniu, co mężczyźni. Mężczyźni przeważnie witają się tylko poprzez podanie dłoni i odpowiednią formułę słowną, rzadziej zdarza się, że się przytulają, ale nie jest to niemożliwe. Dobrzy przyjaciele mogą wykorzystać charakterystyczny męski uścisk, określany przez Informatorów jako „niedźwiedź” lub też uścisk „na misia”, chociaż emocje mu towarzyszące są dużo bardziej stonowane niż kobiece.

Wspomniałam wcześniej, że rozpoczęcie kontaktu poprzez powitanie jest w pewnym stopniu uznaniem swojej podległości wobec osoby, z którą się witamy, znajomi często witają się równocześnie, co świadczy o ich wzajemnej równości. Obecnie nie jest to tak wyraźnie rozróżniane, wiele osób nie uświadamia sobie tego mechanizmu, jednak funkcjonuje ona nadal w naszej kulturze. Najlepiej świadczy o tym sytuacja, w której nie otrzymamy odpowiedzi na nasz ukłon. Zachowanie takie może być odebrane jako poważny afront i może doprowadzić do zerwania znajomości. Zanim jednak do tego dojdzie większość ludzi (zależy od porywczości charakteru) stara się zracjonalizować zachowanie osoby, która nie odpowiedziała na ukłon: „(…)jeżeli się wie o danej osobie, że ma problemy ze wzrokiem, to można to wytłumaczyć, jeżeli się jest przekonanym, że dobrze widzi, no to wtedy wchodzą w grę inne mechanizmy, czyli pewnie coś ma do mnie skoro nie odpowiedziała na powitanie, czy nie powitała.” [APMM: 323/F/42]. Zachowanie tego typu zawsze jest źródłem zakłopotania, ponieważ często nie wiadomo, czy było to zaniechanie celowe czy przypadkowe: „(…)nie wiedziałabym jak zachować się już wobec tej osoby. Nie wiedziałabym, co ona właściwie sobie o mnie myśli i dlaczego mnie zignorowała w ten sposób. Czy mam się odezwać do tej osoby, czy może ona znowu zignoruje mnie.”[APMM: 259/E/48]. Kłaniając się uniżyliśmy się wobec drugiej osoby, zignorowanie naszego ukłonu prowadzi więc do (co prawda niewielkiego i nie trwającego zbyt długo) poczucia poniżenia. W kulturze polskiej istnieje jednak rozwiązanie pozwalające wyjść nam „z twarzą” z takiej sytuacji: „(…)wiesz, żadnej afery bych z tego nie robił, to jest pierwsze, no ale już bych wiedział, co to za człowiek jest, to jest druga sprawa. Później już też, stosunek do tego drugiego człowieka też się robi inny. W następnej sytuacji jakbyśmy się spotkali to już bych tego gestu…może, może bych go nie zrobił, a może bych go zrobił, żeby mu pokazać, że człowiek jest inny, nie? Lepszy, mądrzejszy.” [APMM: 470/H/51].

Powitanie jest kodem. Na owy kod składają się reguły powitań, czyli pewien zbiór zasad witania się oraz poszczególne zastosowania tych zasad, wraz ze słowami, których się używa, gestami, mimiką, tonem czy nawet tembrem głosu. Są to jednostki kodu i tylko w połączeniu ze sobą dadzą nam wiedzę o intencjach witającego, o jego stosunku do nas czy nawet jego szczerości. Poszczególne użycia kodu można dobrze odczytać, tylko znając reguły i zwyczaje obowiązujące w danej społeczności. Poprzez sposób powitania możemy przekazać drugiej osobie sympatię lub antypatię, używając odpowiednich gestów i mimiki – może ona sprawić, że nasze nawet najmilsze słowa zostaną odczytane jako obraza. To, w jaki sposób zostanie odczytane nasze powitanie wpływa na nasze dalsze stosunki z daną osobą. Elementy nieodpowiednio dopasowane do sytuacji również stanowią przekaz, który może być obraźliwy lub śmieszny. Na powitania składają się więc zarówno zachowania jawne, jak i ukryte zawarte w przekazie niewerbalnym, mogą one istnieć w wysokim lub niskim kontekście, w zależności od stopnia znajomości witających się osób. Język, którym posługują się ludzie w połączeniu z językiem ciała, jest uwikłany w tradycję kulturową i jak mówi Bourdieu: „W każdym akcie mowy i każdym pozornie nic nieznaczącym geście przejawia się zawsze cały porządek społeczny.”[7] – w powitaniu przejawia się zarówno zróżnicowanie płciowe, wiekowe, jak również hierarchia społeczna. Witając się możemy pokazać komuś, że jesteśmy wobec niego podlegli, albo że uważamy się za kogoś lepszego, o wyższym statusie społecznym. Zachowania związane z powitaniami interpretowane są przez kulturę, jednak ich źródło leży w naturze człowieka. Wydaje mi się, że można powiedzieć, iż uniwersalną potrzebą człowieka jest potrzeba witania się. Tak jak wspomniałam we wstępie tej pracy, radość ze spotkania drugiego człowieka wyraża się różnymi słowami i różnymi gestami – są one ustalone przez daną kulturę – natomiast idea jest wszędzie ta sama. Ludzie potrzebują rozpoznawać się wzajemnie, okazywać sobie życzliwość i zainteresowanie. Skąd wynika ta potrzeba? „(…)może z tego żebyśmy nie byli sami na świecie. Potrzebujemy tych innych ludzi, no i cieszymy się jak spotykamy kogoś znajomego w tłumie nieznanych ludzi.” [APMM: 418/G/76]; „(…)człowiek jest zwierzęciem stadnym niestety, no i wydaje mi się, że swoich trzeba rozpoznawać i właśnie powitanie, to jest takie pierwotne rozpoznawanie swojego, między, wiesz, obcymi.” [APMM: 419/G/77]. Powitanie realizuje jedną z podstawowych ludzkich potrzeb, mianowicie potrzebę przynależności: „(…)czujemy się wtedy tacy trochę ważniejsi, tacy zaakceptowani, że ktoś z nami chciał się przywitać, tak jakbyśmy należeli do jakiejś grupy.” [APMM: 280/E/69]. Powitanie to pierwszy etap komunikacji w danej grupie, zapewnia nam przynależność i akceptację. Informatorzy często podkreślali, że gdyby nie było powitań bylibyśmy bardzo samotni, a tego natura ludzka nie byłaby w stanie znieść. Wniosek jest dla wszystkich wspólny: powitania są niewątpliwie bardzo potrzebne i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie świata, w którym nie byłoby zwyczaju wyróżniania „swoich”.

 


  1.  Zob. N. Barley, Niewinny antropolog. Notatki z glinianej chatki, przeł. E.T. Szyler, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
  2. Por. J. Obrębski, Problem etniczny Polesia, “Sprawy Narodowościowe”, t.10, nr 1-2.
  3. E.T. Hall, Poza kulturą, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1984, s. 50-51.
  4. Zob. N. Barley, Niewinny antropolog. Notatki z glinianej chatki, przeł. E.T. Szyler, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997, s. 53: “Stanęliśmy na wprost kobiety z obnażonymi piersiami, która uklęknęła przede mną i skrzyżowała ręce na genitaliach, okrytych znikomym pękiem liści. – Ona pana pozdrawia – wyszeptał Matthieu. – Proszę uścisnąć jej rękę”; s. 59: “Spotykałem Dowaya i pozdrawiałem go. (…) Mój asystent ćwiczył ze mną długo i wytrwale: – Czy niebo jest dla ciebie czyste? – Dla mnie niebo jest czyste. Czy dla ciebie także jest czyste? – Dla mnie także jest czyste. Przez to wszystko należało przejść przy każdym powitaniu. (…) Dowayowie nie spieszą się tak jak my i łatwo ich urazić gdy się je zaniedba”.
  5. Zob. M. Marcjanik, Polska grzeczność językowa, Wyższa szkoła pedagogiczna im. Jana Kochanowskiego, Kielce 1997, s.14-15.
  6. J. Kamyczek, Grzeczność na co dzień, ISKRY, Warszawa 1974, s. 22.
  7. M. Brocki, Język ciała w ujęciu antropologicznym, Astrum, Wrocław 2001.

Bibliografia:

N. Barley, Niewinny antropolog. Notatki z glinianej chatki, przeł. E.T. Szyler, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.

M. Brocki, Język ciała w ujęciu antropologicznym, Astrum, Wrocław 2001.

E.T. Hall, Poza kulturą, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1984

J. Kamyczek, Grzeczność na co dzień, ISKRY, Warszawa 1974.

M. Marcjanik, Polska grzeczność językowa, Wyższa szkoła pedagogiczna im. Jana Kochanowskiego, Kielce 1997.

J. Obrębski, Problem etniczny Polesia, “Sprawy Narodowościowe”, t.10, nr 1-2.

Grafika: Pomerene & Redfield, Library of Congress, Prints and Photographs Division [Public Domain], via Flickr.

Magdalena Pospieszałowska – absolwentka kulturoznawstwa, specjalność Teoria i Historia Kultury. Członkini Koła Filozofii Kultury oraz Stowarzyszenia “Szatnia”. Prowadzi badania nad obcością w kontaktach międzykulturowych. Jej pasją jest antropologia oraz literatura.