OLYMPUS DIGITAL CAMERA„Po co w ogóle się starzejemy? – Żeby umrzeć. A śmierć jest po to, żeby pozbyć się osobników, którzy nie spełniają już swoich funkcji i zrobić miejsce nowym”[1]

Kiedy powoli zaczyna docierać do nas ta myśl, lecz wciąż jeszcze nie dowierzamy, że obecny ład świata zmierza ku końcowi, niemal jak przez szczelinę zaczynają wypełzać dawne, zagrzebane w czeluściach zapomnienia demony, które zaczynają nas niepokoić i nękać. Jednym z tych demonów jest starość. Dobrze znana Grekom, Rzymianom, ludziom czasów Oświecenia. Grecy próbowali ją oswoić, pokonać, a ich stosunek do niej miał dwojaki charakter – z jednej strony była ona akceptowalna, traktowana jako normalna, naturalna kolej rzeczy, a starcy byli doceniani, lecz z małym „ale”. Tyczyło się to tylko zamożnych, wpływowych mieszkańców Grecji, a ci ubożsi byli spychani do rynsztoków i pozwalano im popełniać samobójstwa. Zanim jednak starzec wylądował na marginesie społeczeństwa musiał przejść przez kolejne etapy życia. Pitagoras podzielił je wg pór roku, gdzie każda odpowiadała dwóm dekadom istnienia. Solon wymieniał dziesięć etapów, każdy po siedem lat. Koncepcje te nieco różnią się od założeń Platona, który sądził, że władze umysłowe wzrastają z wiekiem, kiedy zmysłowe siły ulegają osłabieniu. A Arystoteles stawia na związek ciała i duszy, które są zależne od siebie[2]. Ciekawą metaforą skwitował życie starców po siedemdziesiątce perypatetyk Staseas: to niczym rozpędzeni biegacze, którzy przekroczyli już linię mety, ale z rozpędu biegną dalej[3]. Wszyscy oni toczyli jednak nierówną walkę ze starością – sami bowiem pomarli, a ona trwa do dziś, podobnie jak jej siostra śmierć.

Otaczający nas świat, szczególnie obecnie, narzuca, czy tego chcemy czy nie, zasady oraz normy. Wytycza nowe granice, często sztuczne. Jak w ramach tych zamknąć, wpasować proces starzenia się? Przecież starość to nie tylko z góry ustalony wiek – to proces zachodzący w czasie, który ciężko zamknąć w obrębie sztywnych klasyfikacji.

Zauważyć można, że już od czasów greckich dominuje dwubiegunowość pojęć, ściśle określająca stosunek do starości. Jest ona najczęściej opisywana poprzez porównanie z młodością – czyli jej zaprzeczeniem (zdarza się i sytuacja odwrotna). Próżno szukać ukazania tego procesu w formie ciągłej. Jeśli zatem na szali położymy młodość i starość, gdzie przebiegnie granica? Bo przecież nie ma trzeciej skrajności. Mało tego – często starość jest ujednoznaczniana poprzez radykalizm i znaczną gloryfikację młodości.

Współcześnie mamy szczególne wrażenie, że ciało nie należy już tylko do nas, a stanowi pewnego rodzaju komunikat o statusie społecznym, zamożności, sposobie życia. Mało tego –  pokazywanie m.in. w reklamach i programach rozrywkowych fizycznych oznak starzenia się traktowane jest jako zjawisko patologiczne, któremu trzeba się przeciwstawiać. Zatem osoby starsze, które z różnych przyczyn nie walczą (bądź robią to, ale nie widać wyraźnych efektów ich zmagań) z oznakami starości, mogą doświadczyć nawet ostracyzmu społecznego.

W różnych epokach i obszarach kulturowych można wyśledzić dwa przeciwne poglądy na starość. Według pierwszego z nich ludzie starzy są ciężarem społecznym – prowadzi to niekiedy do sankcjonowanego obyczajem pozbywania się ich, nawet w sposób okrutny, np. przez wywożenie do lasu i pozostawianie na śmierć głodową czy na pożarcie przez zwierzęta. Tego typu praktyki można napotkać nie tylko w społeczeństwach pierwotnych i barbarzyńskich, np. w starożytnym, przedchrześcijańskim Rzymie istniało niepisane prawo (zwane sexagenarios dr ponte), według którego obywatel rzymski mógł pozbyć się ciężaru utrzymania niedołężnego ojca strącając go  mostu do Tybru. Drugi pogląd to uznanie cennych walorów: doświadczenia i mądrości życiowej, którymi dysponują starzy ludzie właśnie z racji ich długiego życia. Uznanie to sprawia, że taki człowiek staje się w pewnym sensie osobą świętą, otoczoną szacunkiem, sprawującą rolę kierowniczą i doradczą. A tam, gdzie występuje kult zmarłych przodków i wiara w ich pozagrobową pomoc, tam i na człowieka starego, który już niedługo  do nich dołączy, spada jakby odblask ich chwały, umacniając jego pozycję i autorytet w rodzinie oraz społeczeństwie[4].

Trzeba jednak pamiętać, że starość jako zjawisko nie ma granicy, jest procesem, który i owszem ma swój początek , ale dla każdego odczuwalny w sposób indywidualny, zarówno fizycznie jak i emocjonalnie. Poczucie starości jest zatem zjawiskiem niezwykle subiektywnym, czego najlepszym przykładem są chociażby osoby, które mimo zaangażowanego wieku czują się młodo oraz vice versa – np. Adam Asnyk, który w wieku około trzydziestu lat uważał się za starca. A zatem czy nie najlepszym rozwiązaniem, czy też kompromisem byłoby przyjąć tezę, że dla każdego indywidualnie istnieje granica wieku starszego? A wiek „pośredni” to dochodzenie do tej granicy? Czy najważniejsza nie byłaby ta subiektywna, wewnętrzna granica wytyczona przez nasz organizm i psychikę? Owszem należy oczywiście przyjąć ogólne ramy powszechnego wieku granicznego (starszego), rozumianego jako np. wiek emerytalny itd., dla poprawnego funkcjonowania całego społeczeństwa. I chyba wciąż nie zdajemy sobie sprawy z tego, o czym mówiła Hannah Arendt „upierając się przy postrzeganiu naszego świata w kategoriach utylitarnych, skażemy ogromne masy ludzi na bycie zbędnymi”[5].

Obecnie mamy do czynienia z coraz większą liczbą stulatków, podczas gdy takie zjawisko w świecie starożytnym było rzadkością. Osób po sześćdziesiątce, wkraczających w tzw. „trzecią młodość”, zaczyna być więcej niż dwudziestolatków. Europa siwieje. I jak zauważa Simone de Beauvoir „nowoczesna medycyna nie dąży już do znalezienia jednej przyczyny biologicznego starzenia się, gdyż starość postrzegana jest jako integralna część życia, podobnie jak narodziny, dojrzewanie, rozmnażanie i śmierć”[6].

Cyceron w swoim dziele O starości, które pisał mając sześćdziesiąt dwa lata, zwrócił uwagę na fakt, że starość to fragment życia, część całości i niczym szczególnym się nie wyróżnia, dopiero nabiera wartości, gdy inne elementy są znaczące i to one wpływają na „dobrą starość” – godną szacunku. Co warte zapamiętania, przysłowiowy siwy włos nie świadczy o „mądrości” samej z siebie, lecz nabiera takiego znaczenia poprzez mądrze spędzone życie. Posobna myśl pojawia się u Kanta w Listach do Hufelada. Starość, aby była doceniona i szanowana przez innych, musi mieć coś do zaoferowania. Sama w sobie jest mitem. Filozof zwraca jednak uwagę na fakt, iż dobre społeczeństwo powinno szanować starców, ponieważ świadczą oni o ciągłości i chęci trwania.

Prowadzić może to do stwierdzenia, że problem ze starością mają zdecydowanie ludzie młodzi, nie starcy. To młodość charakteryzuje dynamiczność, energiczność, prężność, to w niej pokłada się wszelkie nadzieje, to ona jest motorem do zmian dla świata – świata, w którym obecnie dominuje konsumpcjonizm, w którym trzeba „zabawić się na śmierć”[7]. To właśnie ten świat wyrzuca starość bezwzględnie na margines – do poczekalni na śmierć. Bo przecież stary człowiek ze współczesnego punktu widzenia jest bezwartościowy, mówiąc językiem ekonomicznym – trzeba do niego dopłacać, kiedy nie wytwarza już żadnych dóbr. Potwierdza to Simone de Beauvoir: „Z drugiej strony, człowiek nie żyje nigdy w stanie naturalnym – na starość, jak na każdym etapie życia, społeczeństwo, do każdego należy, narzuca mu pewien status”[8].

Czesław Miłosz, poeta, który dożył dziewięćdziesięciu trzech, lat nieco inaczej, w dość charakterystyczny dla siebie sposób, odniósł się do starości. W wierszu Stary człowiek ogląda TV[9]. Autor ukazuje człowieka osaczonego przez mechaniczny świat, będący pełnym udawania i sztuczności, w którym jednak trzeba żyć. Jest on także dynamiczny, co powoduje tworzenie się dysproporcji między młodymi a starymi – którzy już naturalnie nie nadążają za zmianą lub też sędziwość daje im tę możliwość, iż już nie muszą się jej poddawać, nie czują już takiego przymusu.

Chciałabym w tym miejscu przywołać słowa Kazimierza Kutza, który w charakterystyczny dla siebie sposób opisuje swoją starość.

 

Starość jest okropna, obrzydliwa, nieestetyczna. Oznacza, że już nigdy nie będzie fajnie i że my już nigdy nie będziemy fajni. Ludzie od tej świadomości próbują uciec, ale to jest oszukiwanie samego siebie […] Starość to rodzaj lawiny, która z roku na rok, potem z miesiąca na miesiąc, a w końcu z dnia na dzień i z godziny na godzinę zagarnia coraz większe obszary […] Najbliżsi traktują cie jak tetryka. Zamiast być dla nich bohaterem, guru, siłą jesteś niedołęgą […] Czuję się jak wieprz prowadzony do rzeźni. Żyję, ale noże już ostrzą. Skończyłam 85 lat. Jestem na tyle stary, żeby dać sobie już spokój, czyli pozostać w dołku[10].

 

Rodzi się pytanie, czy młodzi w tym świecie są wyzbyci z wrażliwości, czy jest to konieczność do funkcjonowania w tym świecie?

Na tym tle możemy zauważyć nie tylko, tak szeroko już przedyskutowany, konflikt pokoleń, ale także coś, co powinno w szczególności przykuć naszą uwagę – brak komunikacji między generacjami. Starsza osoba w tym dynamicznym świcie może czuć się zagubiona, a młoda brnie do przodu.

Warto w tym momencie przypomnieć dzieło Margaret Mead Kultura i tożsamość, w którym autorka przedstawia podział kultury na trzy kategorie:

- kulturę postfiguratywną, gdzie rodzice są autorytetem, a dzieci się od nich uczą. W społeczeństwie, w którym występuje ten rodzaj kultury, istnieje podział na trzy pokolenia: dziadków, rodziców i dzieci.

- kulturę konfiguratywną, gdzie autorytetem staje się rówieśnik i jest to konsekwencja załamania się systemu wcześniejszego. Młodzi sami muszą wyznaczyć nowe wzory i zachowania. W przeciwieństwie do poprzedniego systemu, znaczą rolę zaczyna odgrywać większa mobilność, ludzie nie są już przywiązani do swych domów, ziemi, a kontakty rodzinne stają się luźniejsze.

- kulturę prekonfiguratywną, gdzie młodzi sami muszą znaleźć sposób zachowania, bez odgórnych przykładów i wzorów. Charakterystyczne dla tego typu kultury jest, że dziadkowie posiadają odmienny zasób wiedzy, niż ich dzieci, czy wnukowie i to od tych ostatnich starsi muszą się uczyć. Młodzi wiedzą, co się dzieje na świecie i, w przeciwieństwie do swoich rodziców i dziadków, muszą reagować na sytuacje wcześniej nie znane. W tej sytuacji widzimy już bardzo wyraźnie rozłam, jaki dokonał się między pokoleniami. Nie ma już w znaczeniu tradycyjnym pojęcia „przodka”. Zmiany jakie następują, zachodzą jednocześnie[11]. Dlatego to młodzi boją się starości, przyjdzie i czas na nich, kiedy będą spychani na margines i bezwzględnie skończy się czas zabawy i witalności.

Odszukać w tym można ducha Arthura Schopenhauera, który uważał, że „w każdej sekundzie walczymy ze śmiercią. Przez fakt narodzin należymy do śmierci. Całe życie nie jest niczym więcej, jak odwlekaniem śmierci”[12].

Powróćmy jeszcze na moment do Miłosza. W innym tonie, niż poprzedni przedstawiony wiersz, napisał Co mnie[13]. Warto dodać, że pisząc ten wiersz Miłosz miał już dziewięćdziesiąt dwa lata. Wskazuje w nim, że świat otaczający człowieka jest próżny, pusty, a, używając bodlerowskiej wyobraźni, jest zarobaczony i przypomina rozkładającą się padlinę – ucztujące w niej muchy to ludzie. Świat ten w żaden sposób nie dotyczy już starców, którzy już nawet nie chcą się nim interesować, sugerując postawę wycofaną i zrezygnowaną, „bo w naszej krainie milknie zgiełk świata I wchodzimy w Inne, poza czasem i przestrzenią”[14].

Ciekawy, i inny niż przedstawione do tej pory, pogląd dotyczący starości i pewnej jej kondycji, przedstawia prof. Tadeusz Sławek w wywiadzie z Aleksandrą Kich w „Wysokich Obcasach” zwracając uwagę właśnie na tych „zmarginalizowanych”, przywołuje Henryego Davida Thoreau

Myślę po prostu, że człowiek powinien czasem wycofać się na jego peryferie. Tak jak to zrobił Thoreau, który zafundował sobie dwa lata w chacie nad stawem Walden, 20 minut od rodzinnego miasteczka Concord, jako przygotowanie się w dystansie do życia we wspólnocie. Takie ćwiczenia do wolności. Żeby na nowo, inaczej, krytycznie przyjrzeć się: narodowi, Kościołowi, rodzinie, polityce. (…) Jeśli zabraknie tego przeżycia samotności i obcości, to zamiast wspólnoty mamy stado: narodowe, korporacyjne, kościelne, partyjne. W stadzie nie słucha się tych, którzy są na marginesie. Najchętniej by się ich pozbyto, bo mogą zakwestionować to, co stanowi dla centrum fundament. Centrum lansuje chadzanie utartymi szlakami, zgodnymi z jego normami[15].

Czy Sławek, przywołując te słowa, chce zwrócić uwagę, podobnie jak Arendt, by nie marginalizować, nie generalizować, nie uogólniać, a wzajemnie się słuchać i prowadzić dialog? Dialog również ten między pokoleniowy, społeczny, odbywający się między młodymi, starymi i tymi znajdujący się pośrodku, którym młodość już przeminęła, a starość o sobie przypomina?

Do samotności, ale tej „mądrej”, zachęca również Emil Cioran m.in. w książce, którą napisał dość młodo, bo w wieku dwudziestu trzech lat, Na szczytach rozpaczy. Przez książkę przechadza się duch beznadziei, przekonywania, że życie to pasmo udręk, nihilizmu, które przez całe niemal życie twórcze nie opuszczało autora. „Nie ma argumentów na obronę życia […] Napisałem to dziś, 8 kwietnia 1933 roku, kiedy kończę 22 lata. Czuję się dziwnie na myśl, że w takim wieku jestem już specjalistą od problematyki śmierci […] Agonia jako walka… Walka z kim i o co? […][16].

Jego nieco młodszy kolega Sandor Marai pięknie i szczerze opisywał zarówno samotność jak i starość. Ten doświadczony prze życie pisarz w sposób jakby pogodzony ze swoim losem (być może dlatego, sam postanowił zakończyć swoje życie a nie liczyć na przychylność losu) maluje, pisząc Dziennik (zawierający czas od 1984 r. do momentu śmierci pisarza pięć lat później) piękny, szczery, czasem ironiczny obraz starości. Możemy tam zobaczyć cierpnie umierającej żony, śmierć synów i innych członków rodziny. Wahania dotyczące odejścia w samotność, oddalenia się. Takie przemyślenia zaczynają pojawiają się także w Księdze ziół, którą można czytać jak poradnik: „[…]starszy wiek ma tę zaletę, że z naszych doświadczeń potrafimy zbudować system, jeśli nie jesteśmy zupełnie głupi i podli i nie zamierzamy być siwymi pajacami wyśmiewanymi i lekceważonymi przez innych ludzi”[17]. Czytając Księgę ziół dostajemy również bardzo życiowe wskazówki, niemal jak od dziadka, aby jeść jabłka przed śniadaniem, aby nie pozwalać na siebie czekać, że czasem lenistwo jest pożądane, aby, mimo wszystko, żyć z ludźmi, choć na niektórych uważać, aby nie bać się smutku – bo ten wzbogaca, o zasadach dobrego podróżowania i min. uwagi o używkach. Autor daje nam do rozumienia to, co trafnie zauważył Sławek, że naszym powołaniem nie jest szczęście czy wzrost PKB, jest nim śmierć, przemijanie, starość, samotność. Ważny jest namysł – aby świata nie odbierać jako wielkiej sali zabaw, aby zdać sobie sprawę, że życie jest jednorazowe[18].

Owszem świat się zmienia, ale nie trzeba się temu poddawać, a on nie musi zmieniać nas. Nie musimy, nie mamy takiego nakazu, aby dążyć za narzuconymi trendami, co czynimy wielokrotnie bez namysłu. Właśnie ta bezrefleksyjność często nas gubi i w pędza w ślepy zaułek. Ale żeby mieć czas na zadumę – trzeba się zatrzymać, zastanowić, zwyczajnie po ludzku podumać. Zazwyczaj niestety nie ma na to czasu, ale może warto go znaleźć, bo gra toczy się o nasze życie? To oczywiste, że każdy wiek ma swoje prawa, ale istotne jest, kiedy nabywa się już pewnego doświadczenia, wykorzystać go właśnie w naszym życiu. Czasem ciężko jest nam podjąć decyzję, której efekt będzie widoczny za dwadzieścia, czy trzydzieści lat, ale, aby słusznie ją podjąć, istotny jest namysł, namysł nad nami samymi. Bo jak powiada przysłowie „czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci” – warto mieć to na uwadze, ponieważ nasze życie jest niepowtarzalne, jednorazowe i wyjątkowe, ale patrzmy na nie krótkodystansowo, koncentrując się na najbliższej przyszłości, lekceważymy późniejsze etapy naszego życia. Jak powiedzieliby maratończycy, najważniejsze jest dobrze i z głowa rozłożyć siły, aby bezpiecznie dotrzeć na metę.

Granice są potrzebne, tworzą pewien punkt odniesienia, ale czasem stawiane są zbyt sztucznie. Ludzkość ma tendencje do określania, odcinania, ma problem, gdy coś jest trudne do określenia, wymykające się, czy nie dające się opisać. A „Starości trzeba się nauczyć. Przeżywa się ją tak intensywnie jak młodość, tylko á rebours. W młodości i starości wciąż trzeba zdobywać nowe umiejętności. Tyle że w młodości człowiek gna do przodu, a w starości walczy, żeby się nie cofać za bardzo. W młodości wszystko jest nadzieją, w starości lękiem”[19]. Sądzę, że z tego faktu może, po części, wynikać kłopot z podejściem do starości. Pomijając wszystkie jej cechy estetyczne itd. – jest, jakby nie było, procesem, który trwa. Starzy ludzie są niczym lustra dla młodych, które przypominają memento mori, ale zanim umrzesz będziesz stary, wszyscy będziemy starzy.

Odważne zapytała dziennikarka „Gazety Wyborczej”, Aneta Augustyn, profesora Krzysztofa Borysławskiego, antropologa, o to, komu tak naprawdę są potrzebni starzy ludzie? Odpowiedź brzmiała:

Bankom, które kuszą odwróconą hipoteką: oddaj nam swój dom, my ci wypłacimy pensje i będziesz miał pogodną jesień życia. Starzy bywają też potrzebni młodym do darmowej opieki nad wnukami. Instytucja babci i dziadka jest resztą bardzo korzystna, optymalizuje sukces populacji, bo sprzyja przezywając młodych […] internet nie zastąpi doświadczenia życiowego i mądrości nabywanej często na własnych błędach. Zwłaszcza, że przestaje funkcjonować najlepszy system ubezpieczeń zdrowotnych sprawdzony od tysiącleci, czyli żyjąca razem rodzina wielopokoleniowa. Dziś starcy umierają w szpitalu, samotnie, wstydliwie[20].

 


[1]A. Augustyn, Śmierć zaczyna się po czterdziestce, „Gazeta Wyborcza” 2.11.2012, s.24. Rozmowę z Krzysztofem. Borysławskim przeprowadziła Aneta Augustyn.

[2]Na podstawie J. Jurkiewicz, Kiedy w starożytności rozpoczynała się starość, „Vox Patrum” nr 3/2011 .56, s.190–191.

[3]Na podstawie Cyceron, Pochwała starości, wstęp M. Szymański, wyd. Unia Wydawnicza „Verum”, Warszawa 1996, s.8–9.

[4]K. Wiśniewska-Roszkowska, Starość jako zadanie, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1989, s. 5–6.

[5]J. Pellissier, Kiedy zaczyna się starość, przeł. L. Mazur http://monde-diplomatique.pl/LMD88/index.php?id=1_3

[6]S. de Beauvoir, Starość, przeł. Z. Styszyńska, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2011, s. 30.

[7]Słowa prof. T. Sławka z wykładu dla Uniwersytetu III wieku UŚ dnia 19.11.204r.

[8]S. de Beauvoir, Starość…, s.13.

[9] C. Miłosz, Stary człowiek ogląda TV

[10]A. Pawlicka, Moja obrzydliwa starość, „Newsweek” nr 49/2014, s.18.

[11]Na podstawie M. Mead, Kultura i tożsamość: studium dystansu międzypokoleniowego, przeł. J. Hołówka, wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2000.

[12]A. Czerińska-Rydel, Życie pod psem według Artura Schopenhauera, wyd. Muchomor Sp. z o.o, Warszawa, s.78.

[13] C. Miłosz, Co mnie.

[14] Tamże.

[15]Klich A., Ile warto zapłacić za cztery wersy miłości, „Wysokie Obcasy” 05.10.2011 http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,10413554,Ile_warto_zaplacic_za_cztery_wersy_milosci.html Dostęp: 24.11.2015

[16]E. Cioran, Na szczytach rozpaczy, przeł. I. Kania, wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2007, s.17–30.

[17]S. Marai, Księga ziół, przeł. F. Netz, Czytelnik, Warszawa 2006, s.15.

[18]Na podstawie Klich A., Ile warto zapłacić…

[19]A. Pawlicka, Moja obrzydliwa…, s.18.

[20]A. Augustyn, Śmierć zaczyna się…, s.25.

Bibliografia

Augustyn A., Śmierć zaczyna się po czterdziestce, „Gazeta Wyborcza” 2.11.2012.
Beauvoi de S., Starość, przeł. Z. Styszyńska, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2011.
Cioran E., Na szczytach rozpaczy, przeł. I. Kania, wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2007.
Cyceron, Pochwała starości, wstęp M. Szymański, wyd. Unia Wydawnicza „Verum”, Warszawa 1996.
Czerińska-Rydel A., Życie pod psem według Artura Schopenhauera, wyd. Muchomor Sp. z o.o, Warszawa
Jurkiewicz J., Kiedy w starożytności rozpoczynała się starość, „Vox Patrum” nr 3/2011.
Klich A., Ile warto zapłacić za cztery wersy miłości, „Wysokie Obcasy” 05.10.2011 http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,10413554,Ile_warto_zaplacic_za_cztery_wersy_milosci.html
Marai S., Księga ziół, przeł. F. Netz, Czytelnik, Warszawa 2006.
Mead M., Kultura i tożsamość: studium dystansu międzypokoleniowego, przeł. J. Hołówka, wyd. Naukowe PWN 2000, Warszawa 2000.
Pawlicka A., Moja obrzydliwa starość, „Newsweek” nr 49/2014.
Pellissier J., Kiedy zaczyna się starość, przeł. L. Mazur http://monde-diplomatique.pl/LMD88/index.php?id=1_3
Sławek T., wykład dla Uniwersytetu III wieku Uniwersytetu Śląskiego z dnia 19.11.2014.
Wiśniewska-Roszkowska K., Starość jako zadanie, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1989.

 

źródło zdjęcia: link (Creative Commons) / autor zdjęcia: Simon R. Rowell

 

Agata Picheń – absolwentka etnologii i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim, doktorantka w Zakładzie Estetyki i Antropologii Przestrzeni na Uniwersytecie Śląskim. Interesuje się szeroko rozumianym zjawiskiem ars moriendi. W chwilach wolnych czyta podręczniki do kremlinologii i spaceruje po lesie.