Barcelona1… Ironią historii jest to, że Hiszpanie, najwięksi konkwistadorzy w historii, obecnie sami są w pewien sposób kolonizowani. Niegdyś przywozili na Nowy Kontynent swoją religię, obyczaje oraz „cywilizację” – i taką narracją usprawiedliwiali ekonomiczną eksploatację, zniewolenie autochtonów Ameryki oraz niszczenie ich kultury. Dziś to ich dziedzictwo kulturowe jest zawłaszczane, a kolejne stare bazary, o wartości kulturowej nie do przecenienia, zamieniają się w hipermarkety….

Poprzez statyczne i ruchome obrazy, pisane teksty i propozycje audiowizualne, język turystyki stara się przekonywać i przyciągnąć miliony ludzi i, czyniąc to, przekształcać ich z potencjalnych w aktualnych klientów […]. jako że retoryka ta poprzedza w znacznym stopniu pod względem logicznym i czasowym jakąkolwiek podróż i zwiedzanie, można argumentować, iż turystyka jest ugruntowana w dyskursie[1].

(Dann 1996)

Europa wyruszyła w podróż by oglądać towary[2].

                                                                              (Taine 1855)

Aparat fotograficzny i turystyka to dwa nowoczesne sposoby widzenia.

(Horne 1984)

 

Dla turysty XX wieku świat jest jednym wielkim supermarketem z krajobrazami i miastami[3].

(Schivelbusch 1986)

 

No somos los eslóganes somos las historias[4].

(Vasallo 2014)

 

1.

Od XVIII w., kiedy doszło do specyficznej rozbudowy miast europejskich oraz uczynienia z nich spójnej i jednolitej przestrzeni „tak, aby przechodnie mogli zorientować się dokąd zmierzają”[5], można mówić o początku kształtowania się charakterystycznej dla nowoczesności percepcji wizualnej miast. Budowa placów i bulwarów tworzących z miasta atrakcyjne widowisko sprawiła, że w czasach Oświecenia życie miejskie zaczęło przyciągać swoim bogactwem i różnorodnością możliwości. Percepcja przestrzeni zaczęła być spojrzeniem flâneura (przechodnia), prototypu XX-wiecznego turysty, a wraz z upływem czasu przede wszystkim odzwierciedleniem praktyki, która jest jego symbolem – zdemokratyzowanej fotografii, a więc „bycia oglądanym i rejestrowanym albo oglądaniem i rejestrowaniem innych”[6]. Przede wszystkim te dwa czynniki: sztuczna rozbudowa przestrzeni, za którą miały stać cele inne niż jedynie komfort mieszkańców, oraz wynalazek fotografii (która – jak pisała Sontag – „po raz pierwszy dochodzi do głosu jako przedłużenie oka flâneura z klasy średniej”[7]) ukształtowały współczesny sposób widzenia, który najmocniej widać w praktykach turystów, chociaż niewątpliwe przekłada się on również na inne sfery życia.

Większość badaczy nad miastem, rozumianym jako spektakl, za studium przypadku obiera Paryż lub Londyn. Enric Vila Delclós, wykładowca akademicki i autor książki Breu historia de la Rambla („Krótka historia ulicy La Rambla”) przypomina, że La Rambla – główna ulica Barcelony, swoista ikona promenowania się i „performowania turystyki”[8], powstała mniej więcej w tym samym okresie co słynna paryska Avenue Montaigne, czyli „w czasie kiedy rządy rozpoczęły budowę miast zza biurek”[9]. Barcelona również przeszła przez te zmiany, w rezultacie stając się miastem geometrycznym, zbudowanym na planie kwadratu, pokrytym siatką ciągnących się przez całe miasto i przecinających pod kątem prostym ulic. Zaraz po wygranej Wojnie o sukcesję hiszpańską Burbonowie potrzebowali bowiem czegoś wielkiego, wystawnego, miejsca gdzie można zaprosić zagranicznych gości i pokazać chwałę kastylijskiej Hiszpanii. Ówczesne zmiany sprzyjały przemianie Barcelony w miasto reprezentacyjne.

W procesie unowocześniania miasta

nie chodziło już o wykreślenie wytwornych map, jednolitych dla całego państwa i ujednolicających jego terytorium, lecz o fizyczne przekształcenie przestrzeni zgodnie z wymogami elegancji, którą dotąd osiągnięto jedynie na mapach przechowywanych w urzędzie kartografii[10].

Tak spreparowana przestrzeń i późniejsze pojawienie się turystycznych katalogów wymieniających w punktach to, co należy zobaczyć, sprzyjało powstaniu przyszłego doświadczenia miasta jako wycieczki palcem po mapie. Poprzedzało to późniejsze zrewolucjonizowanie tego doświadczenia przez stosunki społeczne ukształtowane w gospodarce rynkowej.

 

2.

Barcelona od zawsze była miastem przykuwającym uwagę i takim, które przedstawiciele wielu kultur chcieli zdobyć i wziąć w posiadanie. Założona przez Fenicjan, przeszła pod wpływy kultury rzymskiej, później kartagińskiej. Zdobyta przez plemiona barbarzyńskie takie jak Wandalowie i Wizygoci, a następnie pozostająca pod panowaniem Maurów, Francji Karola Wielkiego i na koniec wcielona do Kastylii. Zawsze była ośrodkiem prestiżu.

Już od czasów Burbonów starano się wykorzystać jej widowiskowy potencjał, ale chyba po raz pierwszy – w sposób znaczący dla rozwoju omawianych w tym artykule zjawisk – zwróciła na siebie oczy świata dopiero w 1992 r., kiedy to w mieście zapłonął ogień XXV Letnich Igrzysk Olimpijskich. W bezprecedensowy sposób jej władze wykorzystały wtedy przewodnictwo w zawodach sportowych w celu wypromowania wizerunku miasta. Widzom, zarówno na stadionie, jak i przed telewizorami, organizatorzy igrzysk zafundowali wielki wizualny spektakl, w którym szczególną rolę odegrał oryginalny sposób odpalenia ognia olimpijskiego. Wykorzystano okazję by pokazać miasto od jak najlepszej strony. Przyniosło to znamienne skutki, przez władze innych miast chcących powtórzyć ten sukces nazywane „efektem barcelońskim”.

Zaledwie w kilka lat od Olimpiady podwoiła się ilość odwiedzających Barcelonę zagranicznych gości, a dwadzieścia dwa lata nieustannej, wzmożonej kampanii marketingowej wyniosły ją do rangi trzeciego najczęściej fotografowanego miasta na świecie i – co pozostaje w ścisłym związku z ilością zdjęć – czwartego najczęściej odwiedzanego miasta w Europie[11]. Kluczowym elementem przemysłu turystycznego są reprezentacje. „Symbole, obrazy, znaki, opowieści są narzędziem promocji miejsc turystycznych”[12]. Tak to właśnie zamieszczane w Internecie zdjęcia Barcelony oraz obrazy wypełniające katalogi agencji turystycznych i przewodników stanowią początek „przygody” skuszonego jej wizerunkiem turysty.

 

3.

W czasach kiedy zaawansowana technika dostarcza nowych sposobów opowiadania o świecie, wydawać by się mogło, że „wersji miasta” może być tyle, ile jego mieszkańców i technik opowiadania. „Cyfrowe podwojenie”, by posłużyć się pojęciem W.J.T. Mitchella, nie przyniosło jednak Barcelonie wielu nowych spojrzeń na miasto. Co więcej, wytwarzana głównie przez cyfrowe media, jednolita i spójna narracja przykryła stare opowieści, których niegdyś szukano w powieściach i obrazach malarskich, wykorzystując jedynie nieliczne z nich we własnych celach.

Współczesny obraz Barcelony składa się z kilku sloganów: oryginalnej na tle europejskim architektury Gaudiego, pięknych parków, licznych kawiarni, cudownych plaż i klubów. To wielokulturowa przestrzeń otwartości i tolerancji, stolica Katalonii, ojczyzny Salvadora Dalí; miasto muzeów (pełne zbiorów obrazów takich sław jak np. Picasso) i pysznej kuchni śródziemnomorskiej. Miasto zakochanych z filmu Woody’ego Allena Vicky, Cristina, Barcelona. I – prawie bym zapomniała – piłkarskiego klubu FC Barcelona[13].

 

4.

Ekspozycja Barcelony, a następnie powstanie spójnej reprezentacji powielanej przez kolejne obrazy przyczyniły się do jej zawłaszczenia przestrzenno–wizualnego przez przyjezdnych (rocznie Barcelonę odwiedza około 7,5 miliona[14] turystów, co stanowi pięciokrotność liczby jej mieszkańców) oraz do jej utowarowienia. Od miasta, które stało się obrazem, niedaleko bowiem do miasta-spektaklu, o którym możemy mówić w momencie prymatu wartości konsumpcyjnej rzeczy (w tym wypadku miejsca) nad jej wszelkimi innymi wartościami. Jak definiuje Debord: „spektakl oznacza moment, w którym towar całkowicie opanował życie społeczne. Odniesienie do towaru staje się nie tylko zauważalne, ale nie widać nic poza nim: świat staje się tym, co widzimy”[15].

Barcelona wystawiona na sprzedaż to miasto zastygłe w obrazie, porcelanowa figurka, która sprowadza się do kilku punktów widokowych. Jest parkiem tematycznym, po którym poruszanie się jest z góry ściśle wyznaczone, a polega na odhaczaniu kolejnych katalogowych propozycji. Istnieje kilkadziesiąt punktów dla turystów połączonych rozbudowaną siecią linii metra. To, co pomiędzy stacjami, umyka oku turysty, który podróżując metrem podczas jednej przejażdżki potrafi kilkanaście minut spacerować długimi korytarzami podziemnymi łączącymi jedną linię z drugą. Następnie wyjeżdża z miasta nie zobaczywszy tego, co mógłby zobaczyć jedynie spacerując po mieście bez celu lub obierając trasy, którymi przemieszczają się jego mieszkańcy.

 

5.

Jedną z najgłośniejszych i najbardziej mitotwórczych reprezentacji[16] Barcelony jest film Woody’ego Allena Vicky Cristina Barcelona. Wielu turystów przyznaje, że jako atrakcyjny cel podróży wybrali Barcelonę właśnie po obejrzeniu tego filmu. Niewielu z nich jednak wie jak powstał film, będący częścią cyklu, na który składają się również inne dzieła mające na celu promocję wybranych miast. Ajuntament de Barcelona oraz lokalne firmy były sponsorami tej produkcji, której założeniem była promocja ustalonej od dawna wersji miasta. Barcelona jako miasto sztuki, kultury, dobrej kuchni, nieco zwariowanych, ale szczęśliwych artystów, miasto przelotnych miłości, słońca i plaży. Film Allena jest częścią machiny marketingowej, kolejną reprezentacją w nią wciągniętą. Filmowa Barcelona jest taka sama, jak w przewodnikach. Egzotyczni bohaterowie przechadzają się po kolejnych punktach i turystycznych „must see”, a tym samym po odpowiednich stacjach metra. Omijając wszystko to, co znajduje się pomiędzy.

W rzeczywistości, poza centralną dzielnicą Ciutat Vella, okolicami Placa España, studencką dzielnicą Gracia i terenami wokół punktów z przewodników to, co lokalne, zasadniczo nie miesza się z tym, co dostępne dla oczu turystów, którzy nie zapuszczają się do dzielnic niewskazanych przez bedekery. Tymczasem turyści, przeświadczeni o tym, że korzystają z usług autentycznych, takich samych jak mieszkańcy odwiedzanego miasta i charakterystycznych dla jego kultury, w rezultacie odwiedzają bary dla guiris (po hiszpańsku – nastawionych na wydawanie pieniędzy i nieznających lokalnego języka turystów). Masowa obecność przyjezdnych spowodowała bowiem koniec ich odwiedzin przez „lokalsów”, którzy „wycofali się” do miejsc, o których turyści nie wiedzą i gdzie wciąż jeszcze ceny są lokalne, a nie dostosowane do klientów z górnej półki.

Braku obcowania z kulturą, którą przyjechało się odwiedzić i jej reprezentantami, zagraniczni goście zdają się nie zauważać. Oglądani, w specyficznej turystycznej percepcji, istotni są jedynie wtedy, kiedy są „dla oglądających”. A więc wtedy, gdy wykonują dla nich usługi lub stanowią temat do zdjęcia. „Już nie raz widziałem siebie zamienionego w pocztówkę”[17] – mówi pracujący na Las Ramblas barcelończyk, chcąc wskazać na przedmiotowe podejście turystów do mieszkańców, stanowiących dla nich element folkloru, którym robią zdjęcia, a następnie wrzucają je do Internetu bez ich zgody, tak samo jak inne „przedmioty” i widoki, które sfotografowali podczas podróży.

 

6.

Turystyka potrzebna jest Barcelonie ze względu na ogromne pieniądze, które z niej płyną. Pozwalają one miastu nie doświadczać skutków kryzysu gospodarczego w tak dotkliwym stopniu, jak pozostałe części Hiszpanii. Jednak stosunki społeczne oparte na zasadach rynkowych prowadzą do podporządkowania polityki miejskiej wymogom potencjalnych klientów, a nie żyjącym w mieście mieszkańcom. Zmiany te w przyszłości mogą stać się nieodwracalne, na stałe przekształcając tkankę miasta i panujące w nim stosunki własności.

Barcelona, wbrew woli jej mieszkańców, zmienia się dla turystów z wysokich klas społecznych i bogatych, zagranicznych inwestorów. Z publicznych pieniędzy miasto finansuje specjalne autobusy dla turystów i poszerza dla nich chodniki. Za sprawą lobbingu powstają prawa prowadzące do upadku drobnych przedsiębiorstw i sprzyjające zagranicznym inwestorom, którzy budują luksusowe hotele. Docelowo, w myśl działań zarządu miasta, Barcelona ma stać się miastem eleganckim, atrakcyjnym kierunkiem turystyki dla klientów takich jak oligarchowie ze Wschodu, odwiedzający drogie restauracje i sklepy najdroższych marek. To dzięki nim, a nie lokalnym kawiarniom i restauracjom katalońskim, Barcelona w sezonie zarabia na turystyce około 20 mln euro dziennie (!).

Z historycznych dzielnic, w których te same rodziny mieszkały od wielu pokoleń, wyprowadzają się kolejni mieszkańcy, bo rosną czynsze, a całe kamienice przechodzą w ręce bogatych mieszkańców lub – coraz częściej – zagranicznych inwestorów, którzy wynajmują je po podwyższonych cenach turystom. Główna, historyczna ulica Las Ramblas niegdyś słynęła z bogatego życia kulturalnego, klimatycznych kiosków z codzienną prasą i papierosów spod lady sprzedawanych podczas wojny domowej w epoce generała Franco. Teraz 80% ludzi to turyści – mieszkańcy hałaśliwą i zatłoczoną ulicę starają się raczej omijać szerokim łukiem, a charakterystyczne kioski zamieniły się w stragany z pamiątkami. Masowa turystyka i płynące z niej korzyści materialne, przydatne szczególnie w czasach kryzysu gospodarczego, wymuszają przemiany historycznych ulic w wyreżyserowane przestrzenie turystyczne. Podróżowanie i doświadczenie turystyczne – aby mogły stać się udziałem nie tylko wąskiej elity – muszą być bowiem poddane standaryzacji[18].

Dobitnym symbolem przemiany Barcelony jest Park Güell. Jak mówi jeden z okolicznych mieszkańców, wypowiadający się w filmie Bye, Bye Barcelona, przed olimpiadą w 1992 r. było to miejsce kameralne, „dla sąsiadów” – wiele osób w Barcelonie nie wiedziało ani czym jest Park Güell, ani gdzie się znajduje. Pokryty bujną roślinnością, był „jak te świątynie ukryte gdzieś w lasach Kambodży”[19], tymczasem obecnie dziennie odwiedza go ok. 25 000 osób. Mieszkańcy dzielnicy nie mogą poruszać się po niej własnymi samochodami, bo ruch uliczny zdominowany jest przez taksówki. „Inwazja” turystów, jak mówią o niej mieszkańcy, sprawiła, że miasto postanowiło pobierać opłaty (8 euro) za wejście do parku, który był darem rodziny Güell dla mieszkańców. Bezpłatną możliwość korzystania z niego zapewniono jedynie mieszkańcom okolicznych osiedli (barcelończycy z dalszych części miasta muszą już za wejście zapłacić tak samo, jak cudzoziemcy). „Na razie jeszcze tutaj mieszkam, ale nie wiem ile dłużej będę w stanie to znosić” – mówi w filmie Gabriel Picart, związany z parkiem „od zawsze” – jego rodzina wynajmowała w nim pawilon mieszkalny, a jego babcia była portierką w Parku.

Wizualna strategia promocyjna i zdjęcia zamieszczane w Internecie, poświadczające przeżyte doświadczenia innych ludzi, sprowadzają kolejnych turystów do parku, który z kameralnego miejsca znanego jedynie zainteresowanym mieszkańcom, w ciągu kilku lat stał się dosłownie symbolem Barcelony. Fotografia jako narzędzie władzy zamienia miejsca w „atrakcyjne kierunki podróży”. Reorganizacja przestrzeni miejskiej miasta nie mogłaby się odbyć bez rewolucji technologicznej, tanich, cyfrowych aparatów i stymulujących pragnienia konsumentów portali społecznościowych. Jak zauważa Roland Barthes, początek fotografii to robienie zdjęć interesujących miejsc, a jej koniec to interesowanie się wszystkim, czemu zrobiono zdjęcie[20]. Fotografia odgrywa naczelną rolę w procesie strukturyzacji doświadczenia turystycznego. O tym gdzie warto się zatrzymać decyduje chęć zrobienia zdjęcia, a doświadczenie turystyczne polega na imperatywie reprodukcji obrazów, które w podobnej formie już kiedyś powstały (i często były oglądane np. w katalogu turystycznym).

Dzięki relacji widzenia i bycia widzianym, stylizacji miejsc przeznaczonych do konsumpcji i zjawisku nieustannego poświadczania wizualnych doświadczeń, którego katalizatorem są media społecznościowe, możliwe jest powstanie hiperrzeczywistości obrazów. Wizyta w odwiedzanym miejscu nie jest indywidualnym doświadczeniem będącym wartością samą w sobie, a obliczona jest na widok innych ludzi. Jest udowadnianiem sobie i innym odbytej podróży, uczestnictwem w złożonej z pozorów „strukturze rzekomej”[21]. Robienie zdjęcia, jednego po drugim, staje się podobnym ruchem jak zakup usługi. Obrazy-towary, zdają się mieć na celu podsycanie apetytu wynikającego z konsumpcyjnego mitu spełnienia.

 

7.

Ironią historii jest to, że Hiszpanie, najwięksi konkwistadorzy w historii, obecnie sami są w pewien sposób kolonizowani. Niegdyś przywozili na Nowy Kontynent swoją religię, obyczaje oraz „cywilizację” – i taką narracją usprawiedliwiali ekonomiczną eksploatację, zniewolenie autochtonów Ameryki oraz niszczenie ich kultury. Dziś to ich dziedzictwo kulturowe jest zawłaszczane, a kolejne stare bazary, o wartości kulturowej nie do przecenienia, zamieniają się w hipermarkety. Należące od wielu pokoleń do jednej rodziny kamienice odbierane są mieszkańcom, po ich ówczesnym wypędzaniu w wyniku działań specjalnie wynajętych do tego osób lub przez podwyższanie czynszów, i przerabiane na hotele. Kultura, obyczaje Hiszpanów „wydzierane” są przez masową turystykę. Jedno pozostaje bez zmian – tak, jak niegdyś dochody z plantacji, tak dziś dochody z turystyki odgrywają w tym procesie kluczową rolę.

Słowa takie jak „inwazja” i „zawłaszczenie” stale pojawiają się w wypowiedziach mieszkańców Barcelony. Dominacja „najeźdźców” polegająca na wizualnej dominacji w przestrzeni i podporządkowywaniu polityki miejskiej turystom, są tak samo groźne jak władza-wiedza wynikająca z zawłaszczania narracji o mieście.

Popełnione przez Hiszpanów grzechy dotyczące przedstawiania Innego[22] wracają do swych twórców i obracają się przeciwko nim. Turystyka globalna, podobnie jak niegdyś kolonizatorzy i podróżnicy z Zachodu, od samego początku swojego istnienia amputuje bowiem język światom odwiedzanym. Jak pisze współpomysłowdawca i współzałożyciel projektu post-turysta.pl, Paweł Cywiński:

autorem przewodników po Rwandzie, nigdy nie jest Rwandyjczyk, prowadzącym program o amazońskiej dżungli, nigdy nie jest jej mieszkaniec. W efekcie dominujący dyskurs turystyczny wytwarzany jest na Zachodzie, ewoluując sobie powoli z XIX wieku, czego doskonałym przykładem jest język tegoż dyskursu, przepełniony słownictwem – ach te wszystkie plemiona, ci wszyscy dzicy, egzotyczni i pierwotni[23].

Hiszpanie to obecnie egzotyczny Inny Europy, w dyskursie turystyki są „namiętni”, „gorący”, „bliżej życia”, „żyjący w wolniejszym tempie”, „bardziej autentyczni” i „szczęśliwsi”[24]. Dokładnie tacy, jakich chce ich widzieć kupujący ofertę podróży znudzony życiem, zapracowany i  zrutynizowany Europejczyk z północy[25].

 

8.

Zawłaszczenie symboliczne, przejawiające się w stygmatyzacji miasta przez pojawienie się jednej dominującej, oficjalnej opowieści, ma swoje poważne skutki w realnym świecie. Oficjalny i opresyjny obraz, który coraz częściej budzi odrazę mieszkańców nazywany jest przez nich „Marka Barcelona”, „La Barcelona, dużymi literami” (w przeciwieństwie do Barcelony po prostu, codziennej, ze swoimi wadami i zaletami, takiej, jaką widzą ją mieszkańcy) albo bardziej bezpośrednio – „Barcelona-kłamstwo”.

Spreparowany obraz miasta nie pozostaje niewinny. Lokalna dziennikarka pisze: „Barcelona to małe piekło oparte na filozofii Instagramu – służy do zrobienia jej zdjęcia. Dopiero gdyby wgryźć się głębiej pojawia się jej drugie oblicze”[26]. Oblicze pełne problemów, patologii, przestępczości i ludzkiego nieszczęścia, które przykrywane przez hegemonię jednolitej i oficjalnej narracji nie mają szans być zauważone.

W „parku tematycznym Barcelona” nie ma miejsca np. na dzielnice biedy. Jeśli turyści chcą takie oglądać, to wybierają się do slumsów Ameryki Łacińskiej, a nie do Barcelony. Dlatego osoby ubogie wysiedla się z miejsc, które są atrakcyjne dla przemysłu turystycznego. Okolice plaży i portu Villa Olimpica zostały oczyszczone z mieszkańców nizin społecznych, którzy niegdyś wielopokoleniowymi rodzinami mieszkali w tych samych kamienicach – przez zarząd miasta „przeniesieni” zostali na obrzeża Barcelony i ulokowani z dala od siebie. Z jednej strony dlatego, żeby nie tworzyli „dzielnic biedy” i aby zjawisko to nie sprzyjało rozwojowi patologii. Z drugiej jednak strony po to, aby turysta, który zdejmie oko z pięknego kadru, który stanowi plaża i pełen luksusowych klubów i hoteli port, nie dostrzegał tego, czego dostrzegać nie chce – innej niż pokazana mu w katalogu Barcelona i problemy jej mieszkańców.

Ktoś powie, że tęsknota za plażą bez płotów to symptom zwykłej nostalgii […] aberracja. Jednak podobne tęsknoty podziela amerykańska biedota wyrzucana ze swoich dzielnic w wyniku projektów „rewitalizacji” miasta, mających przyciągnąć turystów. Podzielają je mieszkańcy meksykańskich miejscowości nadmorskich, którym zabrania się wstępu na plaże hotelowe, choć wcześniej była to ich ziemia. Neokolonializm polega na utracie prawa do miejsca, jest to nowa „geometria władzy”[27].

To, co nie pasuje do oficjalnego wizerunku, konsekwentnie przykrywane jest przez władze. A ikoną takiego postępowania jest Raval – biedna dzielnica pełna imigrantów, tak zwanego szemranego towarzystwa, ale również miejskich aktywistów, artystów i freelancerów. Jest tam wiele tanich barów, do których z chęcią przychodzą mieszkańcy miasta i zapuszczają się co ciekawsi podróżnicy. Choć dzielnica znajduje się na uboczu, nie trzeba wiele przejść, aby znaleźć się w strefie dla turystów, Las Ramblas, Plaça Reial oraz La Boqueria – słynnego targu z owocami i świeżymi rybami, obowiązkowego punktu turystycznego.

Dlatego władze miasta czuwają nad tym, aby Raval było czyste wraz ze wschodem słońca, kiedy w pobliżu pojawią się zwiedzający okolice turyści. „Czyste” w sensie dosłownym i w przenośni. Antropologowie, socjologowie i dziennikarze związani z tym miejscem założyli gazetę „Marca Barcelona”, nazwą nawiązującą do oficjalnego wizerunku miasta w której chcą nagłaśniać wydarzenia „niewygodne” i nieprzystające do strategii marketingowej miasta. Takie jak np. pobicie ze skutkiem śmiertelnym przez dziesięciu policjantów jednego z właścicieli  kilku miejsc spotkań towarzystw LGBT, czy to, że policja w Barcelonie patroluje w nocy okolicę i często bez powodu atakuje czarnoskóre osoby. Z jednej strony działania te umotywowane są zwykłym rasizmem i homofobią, które są plagą katalońskiej, w pośpiechu uformowanej, lecz autonomicznej względem Madrytu policji Mossos d’Esquadra. Z drugiej strony, zdaniem aktywistów jest to również realizacja miejskiej polityki. Czarnoskórzy nie są „pożądanym widokiem” dla przyjezdnego, bogatego turysty, który pojawi się w okolicy nad ranem, aby wypić kawę, a który obawia się ze strony Afrykańczyków kradzieży.

Wizerunek Barcelony przede wszystkim musi być pozytywny. A turyści, aby tu przyjeżdżać, muszą mieć poczucie bezpieczeństwa. Dzielnica Raval, w której najczęściej dochodzi do nadużyć policji i która od czasów rozwoju masowej turystyki z jednej z wielu dzielnic stała się miniaturą Amsterdamu, miejscem trawionym przez nielegalną prostytucję i dilerów narkotyków – stała się ikoną oporu wobec oficjalnej i jedynie słusznej reprezentacji miasta i symbolem jego „prawdziwszego” oblicza. „W świecie na opak to, co prawdziwe, jest zaledwie momentem w swym fałszywym obrazie”[28] – pisze dziennikarka „Marca Barcelona”, nawiązując do specyficznego ułożenia ulic centrum Barcelony gdzie główna aleja turystyczna przecinana jest przez długie, lecz małe uliczki, które wchodzą w skład dzielnicy Raval. Tak Raval i jej ulice będące częścią Las Ramblas (serca ¨fałszywego” wizerunku) są tym prawdziwym, widzianym z punktu widzenia mieszkańców, obliczem.

 

9.

Jako że – jak pisał Foucault – „tam, gdzie jest władza, istnieje też opór”, po długiej dominacji jednolitego, obliczonego na sprzedaż wizerunku miasta, pojawiają się głosy sprzeciwu, mające na celu przełamać szkodliwą hegemonię jednolitej narracji, a tym samym wpłynąć na podporządkowaną jej politykę miejską i zachowania turystów. Sprzeciw wobec czynienia z Barcelony miasta-wystawy czy parku tematycznego, jak określa ją coraz więcej mieszkańców, nierzadko skutkuje ksenofobicznymi postawami wobec przechodnia-kolonizatora, nazywanego też „turystą-terrorystą”. Jednak coraz częściej wiąże się z tworzeniem własnych narracji, z walką na obrazy.

Ciekawy kontrast z optymistyczną wizją miasta z Vicky, Cristina, Barcelona tworzy film Biutiful, w reż. Alejandra Gonzáleza Iñárritu. Oprócz oczywistej warstwy związanej ze śmiercią, radzeniem sobie z odchodzeniem z tego świata, jest to film polemizujący z optymistyczną opowieścią o Barcelonie Allena, co dodatkowo uwypuklone jest występem tego samego aktora, Javiera Bardema, w obu filmach. W jednym intrygujący, seksowny i tajemniczy malarz, w drugim chory na raka ojciec starający się zabezpieczyć materialny byt dzieci po swojej śmierci. Szerokie, panoramiczne kadry pokazujące wielkomiejskie życie kontra kadry wąskie i pokazujące Barcelonę jako miasto, w którym ludzie – zarówno Katalończycy, jak tworzący miasto liczni imigranci z Afryki i Azji – duszą się i nie mogąc złapać oddechu wciąż walczą o byt. Ogromna część z nich robi to w sposób nielegalny, zmuszana przez mafię i ścigana przez rasistowską policję.

Obraz miasta, jego mieszkańców i ich problemów w filmie Iñárritu przełamuje dotychczasowy styl ukazywania miasta, jednak podobnie jak film Allena jest obrazem stworzonym przez osobę z zewnątrz (Iñárritu pochodzi z Meksyku) i ukazującym Barcelonę jako Innego Europy. Szczęśliwy, lecz kulturalny i nowoczesny dziki z Vicky, Cristina, Barcelona żyjący w arkadyjskich warunkach, w Biutiful zmienia się w mieszkańca dzikiego miasta, w którym nigdy nie świeci słońce (w filmie, jak prawie nigdy w rzeczywistości, w Barcelonie jest szaro i mgliście). Miasta bez praw, które nie kontroluje napływu kolejnych imigrantów z Afryki i Azji, mieszkających oraz pracujących w niewolniczych wręcz warunkach.

Fakt uwikłania procesów nadawania znaczeń przestrzeniom i miejscom w stosunki władzy czują sami mieszkańcy walcząc z narzucanymi im hegemonicznymi formami reprezentacji za pomocą konstruowania własnych. „Lokalsi” wiedzą czego oczekuje turysta zwabiony określonymi obrazami – autentyzmu, „czystej” kultury i tradycji, poczucia wyjątkowości. Tworząc własne narracje starają się zatem przedstawić miasto takim, jakie jest wtedy, gdy masowo nawiedzają je przyjezdni kierujący się wymienionymi wyżej pragnieniami. Barcelona według mieszkańców to Barcelona pełna panoszących się turystów.

Projekt „Tourist Walk”, autorstwa lokalnego fotografa, pokazuje miasto takim, jakie rzeczywiście można je zobaczyć w miesiącach letnich. Skupia się nie na mieszkańcach, ale na turystach, tym samym uprzedmiotowiając ich w swym przedstawieniu tak, jak oni zazwyczaj czynią to z barcelończykami. Przedstawia fotografie turystów – współczesnych wizualnych kolonizatorów przestrzeni, przechadzających się po mieście bez koszulek, pijanych, konsumujących w niesmaczny sposób kebaby na ulicy, kupujących wszystko, co napotkają na swej drodze. Pokazujących charakterystyczne postawy przyjezdnych znajdujących się z dala od swojego miejsca zamieszkania, którzy niczym „spuszczeni ze smyczy”, z dala od przypisanych im ról społecznych w ich środowiskach i ograniczeń kulturowych, zachowują się w odmienny sposób. Niczym wysłani niegdyś do Ameryki Hiszpanie, którzy „nowoodkryty” ląd traktowali jak swoją własność, terytorium do zagospodarowania, nie próbują poznać lokalnych zasad i kultury, ale narzucają swoją własną. Projekt „Tourist Walk” to nieatrakcyjny widok miasta skolonizowanego wizualnie, pełnego konsumentów z siatkami zakupów, a nie pijących w spokoju przy rodzinnym spotkaniu kawę Hiszpanów. To raczej Las Ramblas pełna pamiątek i koszulek z napisem „I love Barcelona”, niż miasto starych, tradycyjnych kawiarni i jazzowych barów, sztuki i literatury. To Barcelona „zżerana” przez kapitalizm, a nie „miasto, w którym zatrzymał się czas”. Coraz więcej ostatnimi czasy powstaje odmiennych, konfrontacyjnych narracji Barcelony. Wyrażanych w graffiti, projektach fotograficznych, prasowych artykułach i krótkich dokumentach. Coraz więcej pojawia się głosów sprzeciwu wobec obecnego hegemonicznego przedstawienia. Nie tyle wychodząc z założenia, ale przede wszystkim czując na własnej skórze, że prawo do reprezentacji jest w pewnym sensie prawem własności, mieszkańcy tworząc własne narracje lub zadając kłam tym już stworzonym, pragną przywrócić sobie pozycję podmiotu we własnym mieście. Bowiem – jak pisze Natalia Bloch odnosząc się do klasycznych prac traktujących o turystyce, takich jak książki McCannella – „ukazując turystów jako powierzchownych konsumentów turystycznych mistyfikacji, a członków odwiedzanych społeczności jako bierne ofiary czyichś wyobrażeń i działań, odmawiamy jednej i drugiej stronie sprawczości, a tym samym podmiotowości”[29].

Świadomość natury relacji między reprezentacją a rzeczywistością opartej na nieustannej negocjacji sensów i znaczeń oraz twórcze podejście do najbliższego otoczenia, wykorzystujące sprawczość obrazów, pomagają odzyskać ludziom ich własną sprawczość, która znika w niektórych postmodernistycznych ujęciach rzeczywistości. Przykładem takiego ujęcia jest boudrillardowski świat ułudy, w którym uwodzenie zastępuje interpretacje, a ucieczka od gry pozorów z góry skazana jest na niepowodzenie. W społeczeństwach takich jak barcelońskie wyłania się nowe środowisko miejskie: społeczeństwo ludzi sfrustrowanych, oburzonych, ale nie uznających wizji pesymistycznych. Świadome zamieszkiwania w mieście zakonserwowanym w narracji, ale też jej podwójnego uwikłania. Nie tylko w zdolność do fałszu, ale i refleksyjności.

 


[1] D. Graham cytat za: S. Owsianowska, Promocja turystyki, dyskurs i tożsamość, „Folia Turistica” 2011, nr 25(2), Kraków 2011, s. 259.

[2] Cytat za: W. Benjamin, Paryż, stolica XIX wieku, w: Antropologia kultury wizualnej, oprac. I. Kurz, P. Kwiatkowska, Ł. Zaremba, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012, s. 448.

[3] Ten i powyższy cytat za: J. Urry, Spojrzenie turysty, przeł. A. Szulżycka, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007,
s. 7.

[4] „Barcelona to nie slogany, to historie” [wszystkie tłumaczenia z j. hiszpańskiego i katalońskiego moje – A.K.].
B. Vasallo, La Barcelona verdadera es un momento de la Barcelona falsa, „Marca Barcelona”, kwiecień 2014. Artykuł z pierwszego wydania bezpłatnej gazety mającej na celu publikację artykułów wyrażających sprzeciw wobec procesów przekształcania miasta w luksusową markę i towar dla turystów, a co z tym związane z przykrywaniem istotnych problemów takich jak przemoc policji czy wysiedlanie ludzi pod płaszczem pozytywnej narracji miasta.

[5] J. Urry, Spojrzenie turysty, przeł. A. Szulżycka, PWN, Warszawa 2007, s. 201.

[6] Tamże.

[7] Tamże, s. 203.

[8] Zob. Performing tourism.

[9] Cytat za: Bye Bye Barcelona, reż. E. Chibás, 2014.

[10] Z. Bauman, Wojny o przestrzeń, w: Antropologia kultury wizualnej, oprac. I. Kurz, P. Kwiatkowska, Ł. Zaremba, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012.

[11] Dane za: Bye bye, Barcelona…

[12] K. Podemski, Wyreżyserowana przestrzeń turystyczna, http://post-turysta.pl/artykul/Wyrezyserowana-przestrzen-turystyczna, 28.04.2014.

[13] W tle spreparowanej przez przemysłWturystyczny narracji pobrzmiewa równieżnrewolucyjna historia Barcelony i dążenia mieszkańców do uzyskania niepodległości, nie jest to jednak informacja wpływająca na sposób doświadczania miasta przez turystów, ginie gdzieś,zatem pod naporem atrakcyjnych dla oka obrazów. Chociaż.kupno flagi 11 września, w dniu niepodległej Katalonii, i obowiązkowe zrobienie sobie z niąozdjęcia na stałe wpisało się jużuw turystyczne „must do”.

[14] Dane za: Turisme de Barcelona, http://www.barcelonaturisme.com, 28.04.2014.

[15] G. Debord, Społeczeństwo Spektaklu, przeł. A. Ptaszkowska, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 1998, s. 42.

[16] O jego mitotwórczej roli świadczyć mogą słowa jednej z recenzentek, które reprezentują ogólną tendencję odbioru filmu przez widzów: „Ten film doskonale oddaje charakter miasta, a także jego mieszkańców. Przechadzając się z bohaterami filmu mamy okazje zobaczyć piękne miejsca w Barcelonie. Możemy skosztować hiszpańskiej kuchni i wina, w tle słysząc utwory katalońskiego zespołu. Perypetie bohaterów doskonale odzwierciedlają bycie w Barcelonie, które skąpane jest romansami, dobrą kuchnią, muzyką i cieszącymi się życiem ludźmi”. I. Komosa, Europa oczami Woodego Allena – spacer po Barcelonie, http://www.twojaeuropa.pl/3444/europa-oczami-woodego-allena-spacer-po-barcelonie28.04.2014.

[17] A. Muños, “Tourist = terrorist”, o cómo sobrevivir dentro de una postal [Turysta-terrorysta, albo jak przeżyć wewnątrz pocztówki], ¨Play Graound Noticias¨.

[18] K. Podemski, Wyreżyserowana przestrzeń

[19] Bye, Bye Barcelona

[20] Por. J. Urry, Spojrzenie turysty…,  s. 201.

[21] D. McCannel, Struktura prawdziwa i rzekoma, w: Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej, przeł. A. Wieczorkiewicz, E. Klekot, Wyd. Literackie Muza S.A., Warszawa 2002.

[22] T. Todorov, Podbój Ameryki. Problem Innego, przeł. J. Wojcieszak, Fundacja Aletheia, Warszawa 1996.

[23] P. Cywiński, Europocentryzm, czyli świat widziany przez zachodnie okulary, http://www.post-turysta.pl/artykul/europocentryzm, 21.04.2014.

[24] Choć nie brakuje oczywiście stereotypów, które nie sprzyjają chęci odwiedzenia Południa Europy. Hiszpanie i Włosi w języku reszty państw Europejskich są przecież również „krzykliwi”, „egzaltowani”, „leniwi” i „podrywają nasze kobiety”.

[25] Obserwacja ta wydaje się o tyle znacząca, że odmienne są zachowania turystów z Europy Zachodniej, Ameryki Północnej i rozwiniętych krajów Azji, a imigrantów czy nawet turystów z Afryki czy Ameryki Łacińskiej. Ci drudzy szukają dla siebie miejsca w mieście, starają  zaadaptować się do niego raczej niż je eksploatować, a nierzadko osobiście wplątani są w przykrywane przez oficjalną narrację problemy miasta.

[26] N. Ramírez, Bye bye Barcelona, el documental contra el turismo masivo, „El País”, http://smoda.elpais.com/articulos/bye-bye-barcelona-el-documental-contra-el-turismo-masivo/4729, 16.04.2014.

[27] A. Horolets, Czyj jest ten kawalek podłogi, http://post-turysta.pl/artykul/czyj-jest-ten-kawalek-podlogi, 30.04.2014.

[28]  En el mundo realmente invertido lo verdadero es un momento de lo falso”, cytat za: B. Vasallo, La Barcelona verdadera es un momento de la Barcelona falsa, „Marca Barcelona”, kwiecień 2014.

[29] N. Bloch, Oglądający i oglądani, czyli postkolonializm potrzebny turystyce, http://www.post-turysta.pl/artykul/ogladajacy-ogladani, 03.05.2014.

 

Bibliografia

Bauman Z., Wojny o przestrzeń, w: Antropologia kultury wizualnej, oprac. I. Kurz, P. Kwiatkowska, Ł. Zaremba, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012.

Benjamin W., Paryż, stolica XIX wieku, w: Antropologia kultury wizualnej, oprac. I. Kurz, P. Kwiatkowska, Ł. Zaremba, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012.

Debord G., Społeczeństwo spektaklu, przeł. A. Ptaszkowska, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 1998.

Edensor T., Performing tourism, staging tourism. (Re)producing tourist space and practice, w: Tourist studies, Sage Publications, London, Thousand Oaks and New Delhi 2001.

Featherstone M., Postmodernizm i estetyzacja życia codziennego, przeł. P. Czapliński, J. Lang, w: Postmodernizm. Antologia przekładów, red. R. Nycz, Kraków 1997.

Marks K., Fetyszyzm Towarowy, w: Antropologia kultury wizualnej, oprac. I. Kurz, P. Kwiatkowska, Ł. Zaremba, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012.

McCannel D., Nowoczesność i wytwarzanie doświadczeń turystycznych; Semiotyka atrakcji; Struktura prawdziwa i rzekoma, w: Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej, przeł. A. Wieczorkiewicz, E. Klekot, Wyd. Literackie Muza S.A., Warszawa 2002.

Mitchell W.J., Cyfrowe podwojenie, w: Antropologia kultury wizualnej, oprac. I. Kurz, P. Kwiatkowska, Ł. Zaremba, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012.

Owsianowska S., Promocja turystyki, dyskurs i tożsamość, w: „Folia Turistica” 2011, nr 25 (2).

Tagg J., Miasto spektaklu, w: Antropologia kultury wizualnej, oprac. I. Kurz, P. Kwiatkowska, Ł. Zaremba, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012.

Todorov T., Podbój Ameryki. Problem Innego, przeł. J. Wojcieszak, Fundacja Aletheia, Warszawa 1996.

Urry J., Patrzenie i stylizacja; Historia jako doświadczenie turystyczne; Zmiany kulturowe a restrukturyzacja turystyki, w: Spojrzenie turysty, przeł. A. Szulżycka, PWN, Warszawa 2007.

Wieczorkiewicz A., Apetyt turysty. O doświadczaniu świata w podróży, Universitas, Kraków 2008.

Filmografia

Woody A., Vicky, Cristina, Barcelona, 2008, http://vod.pl/vicky-cristina-barcelona,85245,w.html, 03.05.2014.

Chibás E., Bye Bye Barcelona, 2014, http://www.byebyebarcelona.com, 02.05.2014.

González Iñárritu Alejandro, Biutiful, 2010.

Netnografia

De la marca Barcelona a la Barcelona que marca, „Cultura en acción”, http://www.culturaenaccion.com/barcelona-marca, 02.05.2014.

Bloch N., Oglądający i oglądani, czyli postkolonializm potrzebny turystyce, http://www.post-turysta.pl/artykul/ogladajacy-ogladani, 03.05.2014.

Cywiński P., Europocentryzm, czyli świat widziany przez zachodnie okulary, http://www.post-turysta.pl/artykul/europocentryzm, 21.04.2014.

Horolets A., Czyj jest ten kawałek podłogi, http://post-turysta.pl/artykul/czyj-jest-ten-kawalek-podlogi, 03.05.2014.

Javierre M., Tourist Walk, http://marcjavierre.com/?fluxus_portfolio=tourist-walk, 05.05.2014.

Muños A., “Tourist = terrorist”, o cómo sobrevivir dentro de una postal, ¨Play Graound Noticias¨, http://www.playgroundmag.net/musica/noticias-musica/actualidad-musical/tourist-terrorist-o-como-sobrevivir-dentro-de-una-postal, 03.05.2014.

Podemski K., Wyreżyserowana przestrzeń turystyczna, http://post-turysta.pl/artykul/Wyrezyserowana-przestrzen-turystyczna, 28.04.2014.

Ramírez N., Bye bye Barcelona, el documental contra el turismo masivo, „El País”, 16 kwietnia 2014, http://smoda.elpais.com/articulos/bye-bye-barcelona-el-documental-contra-el-turismo-masivo/4729, 01.05.2014.

Rojas A., Barcelona 1992 Opening Ceremony, http://www.youtube.com/watch?v=TCKYiBL3fPM&list=PLqL6XIfhyUe9kdi4WlltVyMv7EV-4o9CG&index=4, 10.05.2014.

Vasallo B., La Barcelona verdadera es un momento de la Barcelona falsa, „Marca Barcelona”, kwiecień 2014, http://issuu.com/reflectantes/docs/2014bcnmarca_01_16_issu/1?e=7335408/7695489.

Angelina Kussy – dziennikarka kulturalna i reporterka, współpracuje m.in z Magazynem Literackim KSIĄŻKI. Absolwentka Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Podczas studiów na Universitat de Barcelona i prawie rocznego pobytu w stolicy Katalonii prowadziła badania etnograficzne na temat roli języka w tożsamości katalońskiej. Owocem jej zaangażowania w lokalne ruchy społeczne był również obszerny reportaż “Banki i Ludzie” dla kwartalnika “Nowy Obywatel” o kryzysie ekonomicznym w Hiszpanii i masowych eksmisjach. Obecnie magistrantka w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UW oraz Centrum Studiów Latynoamerykańskich. W trakcie pisanie prac magisterskich o ruchach separatystycznych (na przykładzie Katalonii oraz Portoryko) w kontekście współczesnej zglobalizowanej gospodarki i regionalizacji rynków finansowych oraz nacjonalizmie jako strategii odnajdywania się społeczeństw w dominujących dyskursach. Ponadto uczy się języka nahuatl i interesuje Mezoameryką, w tym meksykańskimi tradycjami dnia zmarłych.