doswiadczenie_4Artykuł został napisany w oparciu o rozmowy autorki z przedstawicielami pokolenia Y. Bezpośrednią inspiracją oraz źródłem przydatnych i powszechnych opinii był reportaż dziennikarki „Dużego Formatu”, Marty Piątkowskiej, w którym skupiła się ona na członkach Generacji Y i ich życiu zawodowym. Autorka niniejszego artykułu przyjrzała się temu, w jaki sposób młodzi Polacy odnajdują się w sferze zawodowej oraz jak bardzo ich rozwiązania, organizacja i styl życia różnią się od codzienności i formy zarobkowania poprzedników – przedstawicieli Generacji X.

 

Kryzys, bezrobocie i emigracja zarobkowa – to nie tylko popularne słowa-klucze w zaciekłych politycznych dyskusjach czy ulubione frazy redaktorów poczytnych dzienników. To także solidne powody, aby docenić stałą posadę, która daje poczucie bezpieczeństwa oraz pozwala założyć rodzinę czy bez obaw planować przyszłość swoją i swoich bliskich. Czy w dzisiejszych, „niepewnych” czasach możemy chcieć czegoś bardziej? W rzeczywistości, w której stabilizacja ekonomiczna daje nam o wiele więcej niż tylko przewidywalne jutro i wewnętrzny spokój? Okazuje się, że możemy, a nawet, że przewidywalność i spokój nie są niczym godnym uwagi.

 ***

Początkowo niniejszy artykuł miał się opierać na jednym z reportaży „Dużego Formatu” – cotygodniowego reporterskiego dodatku „Gazety Wyborczej”. Tekst zatytułowany Dziś tu, jutro tam[1], autorstwa Marty Piątkowskiej, traktował o życiu zawodowym młodych Polaków. Jego bohaterami byli przedstawiciele Pokolenia Y, osoby między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, których styl pracy jest, jak może się wydawać, dość specyficzny. Polega on bowiem na podejmowaniu różnych, niezwiązanych ze sobą zajęć oraz na rezygnacji ze stałej, regularnej pracy w jednym miejscu i w tej samej branży. Autorka reportażu przeprowadziła wywiady jedynie z kilkoma osobami utrzymującymi się właśnie w taki sposób, jednak potraktowała je jako „jedne z wielu”, aby nadać cechę powszechności opisywanemu przez siebie zjawisku. W związku z tym postanowiłam nie przywoływać wybranych przez Piątkowską bohaterów, ale znaleźć swoich własnych, co jeszcze bardziej tę powszechność podkreśli. Wspomniany reportaż traktuję więc jako inspirację oraz źródło opinii, a poniżej przedstawiam opis moich rozmówców.

Trzydziestoletni Kamil od kilku lat jest dziennikarzem. Dzięki temu, że pracuje jako wolny strzelec, może publikować swoje teksty w aż siedmiu czasopismach. Niedawno uruchomił też własną działalność gospodarczą. Sam organizuje sobie harmonogram pracy i decyduje, jak rozdzielić czas na najważniejsze sprawy – na pisanie, prowadzenie firmy, a przede wszystkim na rodzinę. Mówi, że niczego w swoim życiu by nie zmienił, chociaż miał okazję: „Kilkakrotnie proponowano mi stałą pracę, raz nawet w ogólnopolskiej stacji telewizyjnej. Czułem się doceniony, bo to nierzadko się zdarza, ale odmówiłem. Rodził mi się wtedy syn, więc chciałem czas poświęcić rodzinie. Nie potrzebowałem też dodatkowych pieniędzy, jako freelancer radziłem sobie świetnie”wspomina.

Podobne nastawienie do obowiązków zawodowych ma dwudziestotrzyletnia Adrianna, studentka z Poznania. Studia wypełniają jednak tylko część jej czasu. Resztę spędza w agencji reklamowej, w której pracuje na pół etatu. Ponadto angażuje się w tworzenie telewizji uniwersyteckiej oraz prowadzi lekcje w szkółce tańca dla dzieci, gdzie uczy maluchy tańczyć sambę i rumbę. Żadnego z tych zajęć nie wykonuje non-profit.

Dwudziestopięcioletni Mirek z Katowic otworzył niedawno wraz z przyjacielem firmę zajmującą się organizacją koncertów. Obaj mają w związku z tym napięty grafik, ale Mirek spełnia się zawodowo nie tylko w tym:

Wraz z otwarciem przedsiębiorstwa doszedłem do wniosku, że nie mogę się ograniczyć jedynie do pracy w nim. Z wykształcenia jestem chemikiem i od lat udzielam korepetycji z chemii. Moja firma ma specyficzny profil, co wiąże się z częstymi wyjazdami służbowymi, ale godziny pracy na co dzień mam nienormowane, dlatego znajduję czas dla moich uczniów, których przygotowuję do matury – opowiada. Poza tym, w sezonie żeglarskim Mirek często wyjeżdża na Mazury i tam dorabia jako kapitan oraz szkoli młodych żeglarzy.

U dwudziestoośmioletniej Basi również dużo się dzieje. W tygodniu pracuje na niepełnym etacie w księgowości. Nie narzeka na zarobki, ale wolne weekendy często pożytkuje dorabiając sobie jako kelnerka i barmanka. Kiedy ma ochotę od tego odpocząć, przyjmuje zlecenia firm zajmujących się kontrolą jakości obsługi. Wciela się wtedy w rolę tajemniczej klientki i tym razem to ona ocenia standardy w sklepach i restauracjach.

Wszystkie osoby przedstawione powyżej to typowi przedstawiciele Pokolenia Y, zwanego też Pokoleniem Millennium, Generacją Y, Millennium Kids czy echo boomers[2]. Często, aby podkreślić charakterystyczną dla tego pokolenia znajomość Internetu oraz obycie w korzystaniu z nowych mediów, nazywa się je także e-generacją lub Net Generation[3]. W swoim tekście będę się posługiwać głównie dwoma pierwszymi określeniami lub dość powszechnym sformułowaniem „Igreki”[4].

Formalnie do generacji tej zaliczają się ludzie urodzeni między rokiem 1979 a 1994. Jednak powyższych bohaterów, poza tym, że urodzili się w przeciągu tych lat, łączy przede wszystkim jeszcze jedna rzecz – specyficzne podejście do życia zawodowego. Ich sposób, a może raczej styl zarobkowania określić można mianem „patchworkowego”. Patchwork jest techniką szycia polegającą na łączeniu kawałków materiału, które, choć są podobne geometrycznie, mają różne wzory. Zszyte tworzą zupełnie nowy deseń[5]. Idąc tropem analogii, „patchworkowy” styl zarobkowania polega na angażowaniu się w wiele zajęć jednocześnie często mających ze sobą niewiele wspólnego.  Nie oznacza to wcale, że taki model jest pozbawiony sensu.

W przypadku reprezentantów pokolenia Y najważniejszy pozostaje fakt, że taki styl życia i sposób utrzymania to kwestia wyboru, a nie przymus wynikający z braku możliwości podjęcia pracy na pełen etat. Typowa postawa zawodowa „Igreków” wyraża się w dążeniu do zdobycia satysfakcjonującego zajęcia, które nie wpłynie negatywnie na ich życie prywatne oraz pozwoli samodzielnie dysponować czasem. Wielu z nich boi się podjąć etatową posadę i niełatwo godzi się na prace nie w swoim zawodzie. Trzeba bowiem podkreślić, że większość „Igreków” to dobrze wykształceni ludzie posiadający co najmniej tytuł magistra oraz przeróżne kwalifikacje zdobyte podczas studiów podyplomowych, kursów czy dodatkowych szkoleń. Z tego powodu wyjątkowo zależy im, aby móc utrzymywać się dzięki posiadanym umiejętnościom. Wielu rezygnuje nawet z dobrze płatnej pracy, jeśli nie pozwala im ona na realizowanie się w satysfakcjonującym stopniu. Pieniądze zdają się być tutaj kwestią drugoplanową. Ważniejsze jest też bycie „panem własnego losu”. Dlatego „Igreki” podkreślają, jak wiele daje im elastyczny czas pracy. Istotniejsze niż opłacenie składek emerytalnych jest dla nich spędzenie kilku wieczorów w tygodniu z przyjaciółmi. Nawet stosunkowo wysoka pensja przegrywa z możliwością zorganizowania sobie kilku podróży w ciągu roku, w dowolnym terminie. Stała praca jest dla przedstawicieli Generacji Y przede wszystkim ograniczeniem. Niezależność osobista ma dla nich o wiele większą wartość niż ekonomiczna. Dlatego omijają z daleka banki i kredyty. Nie lubią bowiem obarczać się zbyt wieloma zobowiązaniami finansowymi.

Pokolenie Y woli mieć poczucie „wyższej jakości” swojej pracy, nawet jeśli ma zarabiać znacznie mniej, żeby to osiągnąć. Jakość rozumiana jest tutaj jako: brak czasowych ograniczeń, możliwość wykorzystywania w pracy swojej pasji, łączenie kilku zajęć w celu poszerzania doświadczenia i rozwoju.  Praca przez dłuższy czas na jednym stanowisku lub w jednym miejscu oznacza dla nich rozwojowy regres. Między innymi z tego powodu „Igreki” często same się zwalniają. Nie mają także problemu z podejmowaniem następnie zupełnie innej pracy.

Członkowie Generacji Y nie boją się nowych doświadczeń, nawet takich, które mogą diametralnie zmienić ich codzienne życie. Nie myślą w bliskiej perspektywie o założeniu rodziny, nie mówiąc już o odkładaniu na emeryturę. Potrafią się zorganizować, zaplanować czas tak, aby mieć go na obowiązki, a potem na realizację hobby i życia towarzyskiego, które bardzo sobie cenią. Co prawda, pracodawcy mają ich za nielojalnych, zuchwałych pracowników, nie zawsze kończących to, co zaczęli. Nie mogą im jednak odmówić odwagi, kreatywności oraz otwartości. Pokolenie Millennium zna się też na technologiach, dlatego korzysta z furtek, jakie otwierają przed nimi portale społecznościowe i zarabia w sieci.

Wcześniejsze pokolenie, którego przedstawicieli nazywamy „Iksami” (ludzie urodzeni od 1961 do 1979 roku) ceniło sobie właśnie to, czego „Igreki” się obawiają i od czego uciekają. Dla wcześniejszej generacji stała praca, nawet jeśli wiąże się z nadgodzinami i brakiem lub dostatecznie ograniczonym życiem prywatnym jest podstawą bezpieczeństwa i spokoju. Czyżby dzisiejsi dwudziestokilkulatkowie byli szaleńcami, dla których powyższe wartości mają marginalne znaczenie? Z pewnością niejeden Iks zadaje sobie takie pytanie, obserwując poczynania swoich następców. Ci jednak nie wyobrażają sobie brać przykładu z poprzedników.

Pokolenie X dorastało w okresie wielkich przemian. Pamięta czasy, kiedy półki w sklepach były puste. Okres transformacji ustrojowej wymusił na ludziach potrzebę większej zaradności i „wzięcia spraw w swoje ręce”. Pokolenie X wyrosło w przekonaniu, że na dobrobyt oraz sukces należy zapracować. Jego przedstawiciele mają również szacunek wobec przełożonego jako osoby posiadającej większe doświadczenie związane z piastowanym, kierowniczym stanowiskiem. Nie mają problemu z podporządkowaniem się poleceniom menedżera.

Generacja X nie posiada również tak dużych kompetencji z zakresu IT, jak ich następcy. Komputer to dla wielu wyłącznie narzędzie związane z obowiązkami zawodowymi. Z tego też powodu preferują komunikację bezpośrednią lub co najwyżej telefoniczną. Komunikowanie się za pośrednictwem e-maila lub komunikatorów internetowych traktują jako mało profesjonalne.

Skąd bierze się sprzeciw „Igreków” wobec takiego stylu pracy? Pokolenie „Iksów” może to dziwić, ale tak naprawdę to ono wmawiało swoim dzieciom, że trzeba „brać sprawy we własne ręce”. „Patchworkowa” praca i styl życia w ogóle, to właśnie realizacja tego postulatu. Młodzi sprzeciwiają się modelowi rzeczywistości, w której pierwsze skrzypce wiedzie praca „od-do”, gdzie zbawienne „do” jest końcem codziennej mordęgi, a drugim najbardziej wyczekiwanym momentem jest od dawna z góry zaplanowany urlop. „Igreki” nie tolerują sztywnych planów, zwłaszcza narzucanych przez kogoś innego. Dlatego praca jest dla nich środkiem do osiągania innych, ważniejszych celów, na przykład podróżowania, inwestowania w samych siebie, rozwijania własnych umiejętności. Szef nie jest już dla nich autorytetem, a jedynie równorzędnym współpracownikiem o szerszych kompetencjach i większym doświadczeniu, który czasem może udzielić cennych rad. Oczywiście owa generacja, tak samo, jak zwierzchnictwo w pracy, neguje też system polityczny. Polityka nie za bardzo wchodzi w krąg jej zainteresowań. Większości wystarczy orientacja w bieżących sprawach, nie wymagająca zaangażowania. Następuje ono dopiero, gdy politycy zrobią coś w kierunku ograniczenia wolności lub prywatności, tak ważnych dla „Igreków”. Rząd ma wykonywać swoje zadania w taki sposób, żeby państwo sprawnie funkcjonowało, ale w żadnym razie nie może zagrażać wolności osobistej.

Postawa Generacji Y jest charakterystyczna dla rzeczywistości ponowoczesnej, w której kładzie się nacisk na „tu i teraz”. Liczy się życie chwilą, w którym nie ma ani miejsca ani czasu na snucie poważnych planów, na przykład o założeniu rodziny, przynajmniej nie w wieku, w jakim poprzednie pokolenie już wychowywało dzieci. Dopiero po pewnym czasie, jeśli w ogóle, decydują się na potomstwo. Dla „Igreków” najważniejszy jest rozwój osobisty, czyli tzw. inwestowanie w siebie. Egoistyczne? Być może, ale jeśli to właśnie w dzisiejszych czasach droga do szczęścia, to „Igreki” chętnie nią podążają. Jest to ścieżka niezależności, choć osiągana nie dzięki wysokim zarobkom i kierowniczemu stanowisku. Wielu z pokolenia Y bardzo długo mieszka z rodzicami, a także opóźnia swój start w sferze zawodowej, bo chce korzystać z życia. Ich celem nie jest monotonna praca w sztywnych godzinach, połączona z brakiem czasu i pomysłu na wydanie ciężko zarobionych pieniędzy.

Być może odejście od zasad i wartości wyznawanych przez poprzednie pokolenie jest jedynie znakiem czasu. Egoizm przypisywany często generacji Y może być dla samych zainteresowanych jedynie wyrazem indywidualności, a wrażenie, że „Igreki” to osoby nieodpowiedzialne, lekkomyślne i niegodnie zaufania w sferze zawodowej, bierze się, być może, z różnicy w mentalnościach dwóch pokoleń. Czy zatem model „dziś tu, jutro tam” i brak stabilizacji aby na pewno czynią życie mniej wartościowym i nieprzemyślanym?

 


[1] M. Piątkowska, Dziś tu, jutro tam. Opowieści patchworkowców, „Duży Format”, nr 244/ 2012, s. 8.

[2] M. Hausman, Generacja Y, „Wprost”, nr 20/1999, archiwum internetowe, [dostęp: 13.11.2013].

[3] W. Cwalina, Generacja Y – ponury mit czy obiecująca rzeczywistość, [w:] Internet. Fenomen społeczeństwa informacyjnego, red. T. Zasępa, Częstochowa 2001. s.33

[4] Podobnie odnosić się będę do pokolenia X, którego członków określę jako „Iksy”.

[5] Określenie „patchworkowy” zaczerpnięte zostało z artykułu  Marty Piątkowskiej, która w ten sposób nazywa opisywany styl zarobkowania. Por. M. Piątkowska, Dziś tu, jutro tam. Opowieści patchworkowców, „Duży Format”, nr 244/ 2012, s. 8.

BIBLIOGRAFIA:

Brzozowska B., Gen X: Pokolenie konsumentów, Wydawnictwo Rabid, Kraków 2005.

Cwalina W., Generacja Y – ponury mit czy obiecująca rzeczywistość, [w:] Internet. Fenomen społeczeństwa informacyjnego, red. T. Zasępa, Częstochowa 2001.

Hausman M., Generacja Y, „Wprost”, nr 20/1999.

Piątkowska M., Dziś tu, jutro tam. Opowieści patchworkowców, „Duży Format”, nr 244/ 2012.

Elżbieta Gwóźdź – związana z Zakładem Teorii i Historii Kultury Instytutu Nauk o Kulturze i Studiów Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Śląskiego.